O zaburzeniach u dzieci słów kilka.

Kopalnią wiedzy dotyczącą zaburzeń wieku dziecięcego oprócz książek są rodzice oraz obserwacje dzieci. Weryfikowanie teori z praktyką, doświadczenie zawodowe i posiadanie własnych dzieci uczą pokory i ostrożności sądów  dotyczących wychowania młodego pokolenia.

By zrozumieć etiologię zaburzeń u dzieci, popatrzmy jak wygląda życie dziecka, jak mijają jego dni, jakich emocji doświadcza. Dla dziecka codzienna gonitwa, brak czasu i nerwowe sytuacje okazują się być źródłem napięcia, które trudno mu samemu rozładować.

Zachowanie dzieci jest wypadkową wielu czynników. Ciekawy przykład podaje Family_Lab Polska we wpisie z dnia 4 lutego.

Otóż dziewczynka skarżyła się w szkole, że kolega jej dokucza. Nikt jej nie wierzył, przecież ten pupilek na pewno jej nie dokucza. A tymczasem kolega dokucza na świetlicy tak bardzo, że dziewczynka postanawia opuścić przykre miejsce, wychodzi, nie może już znieść dokuczania. Nauczycielka widzi to i siłą zaciąga dziecko na świetlicę gdzie każe dziewczynce  czekać na mamę. Nauczycielka mówi dziewczynce, że za karę, za próbę samowolnego opuszczenia świetlicy, nie pojedzie na szkolną wycieczkę. Dziewczynka zaczyna kopać i bić nauczycielkę.

Rodzic dowiaduje się tylko o tym ostatnim epizodzie: córka kopała nauczyciela, zaleca  się wizytę z dzieckiem u specjalisty.

Dzieci też potrzebują rozładować emocje, w nich też się „gotuje”. Dorośli, gdy się stresują, zatruwają swoje organizmy kortyzolem, a dzieci opórcz tego uruchamiają naturalne zachowania chroniące ich zdrowie, intuicyjnie uciekają się do naturalnych sposobów rozładowania nagromadzonej złości (od zamknięcia w sobie i postawy apatycznej po zachownaia skrajnie agresywne). Ważne, by poszukać prawdziwej przyczyny zachowania dziecka.

„A jak to zrobisz to dostaniesz naklejkę” – NIE! WARUNKOWE NAGRADZANIE ZABIJA MOTYWACJĘ!

Wracająć do tematu motywacji wewnętrznej, czyli robię coś bo chcę, przypomnijmy nauczycielom i rodzicom:

Nie nagradzaj dzieci za aktywność i postępy naklejkami, bo potem, już w starszych klasach, nie będą chciały zrobić niczego bez nagród-ocen lub punktów (z zachowania). Wręczaj dzieciom naklejki dlatego, że lubisz im sprawiać przyjemność, żeby miały pamiątkę z lekcji. Tłumaczyłam to firmie sprzdającej naklejki, ale cóż, oni sprzedają a co kto i jak z tym zrobi to nie ich broszka. Przykre. A potem narzekanie. Poziom świadomości mechanizmów motywacyjnych u nauczycieli jest zatrważająco niski. Co gorsza, „naklejkowe dzieci” będą później naklejkowymi nauczycielami. Same naklejki nie są złe, to wykorzystanie ich jako warunkowego nagradzania prowadzi w efekcie, po poczatkowym entuzjazmie, do zniechęcenia. Ale tego Panie od naklejek już nie widzą, z tym zniechęceniem zmagamy się na kolejnych etapach kształcenia. Efekty w starszych klasach każdy widzi.

Książki autorstwa dr Montessori w polskim tłumaczeniu.

Polecam tłumaczenia na język polski oryginalnych książek napisanych przez dr Marię Montessori. Jest w nich filozofia, podejście, jest to co stanowi o istocie metody. To informacje z pierwszej ręki. Metodę można poczuć, zrozumieć, zachwycić się obserwacjami i naukowymi wnioskami, które wyciągnęła autorka.

„Domy dziecięce : metoda pedagogiki naukowej stosowana w wychowaniu najmłodszych dzieci” Maria Montessori. Warszawa : Wyd. Akademickie Żak, 2005.

„Odkrycie dziecka”, Maria Montessori ; przeł. Aleksandra Pluta ; [red. nauk. Barbara Surma]. Łódź : Wydawnictwo Palatum, 2014.

Warto zacząć od źródła, od tego co napisała sama autorka metody. Książki są cudowne.

Grzeczny uczeń – definicja.

Wraz z uczestnikami zajęć na Podyplomowych Studiach Kwalifikacyjnych dla nauczycieli, pokusiłam się o zdefiniowanie pojęcia „grzeczny uczeń” we współczesnej, polskiej szkole.

Efekt naszych przemyśleń:

Grzeczny uczeń porusza się w ograniczonym zakresie, na lekcjach pozostaje w pozycji siedzącej, nie stawia nieoczekiwanych pytań, zgadza się z wszystkimi pomysłami prowadzącego lekcję, nie polemizuje, często zgłasza się i odpowiada zgodnie z oczekiwaniami prowadzącego lekcję. Grzeczny uczeń nie ma odmiennego zdania, nie podważa autorytetów, wykonuje zadane prace domowe sumiennie, zawsze jest przygotowany do lekcji, jest uprzejmy, grzeczny, nie zaprzecza, że czegoś złego nie zrobił jeśli prowadzący mówi mu, że zrobił. Grzeczny uczeń przeprasza, korzy się, przymila, chętnie uczestniczy we wszelkich zaproponowanych przez prowadzącego lekcję aktywnościach, oraz przywiązuje dużą wagę do otrzymywanych ocen strając się, by były jak najlepsze.

Taka oto smutna definicja nam wyszła…  No i jak z takim „grzecznym” uczniem pracować? Jak rozwijać jego potencjał? Jak uczyć krytycznego myślenia i samodzielnej oceny sytuacji? A autonomia w nauczaniu? A koncentracja na własnych wynikach i pokonywanie własnych słabości? To wszystko schodzi na drugi plan, gdy najważniejsza jest dobra ocena. Gdzie skupienie na własnych postępach bez ciągłego porównywania się do innych? Obyśmy mieli jak najmniej takich „grzecznych” uczniów w polskich szkołach.

PS. Grzeczny uczeń ma również grzecznych rodziców, ale to już temat na osobną dyskusję, wpis, artykuł, książkę? :-)

2,3,4 kwietnia 2016 „Languages & Emotions”

Katowice, 3 dni, trzy różne tematy pod wspólnym tytułem „Języki i Emocje”.

Konferencja naukowa, warsztaty, spotkania, imprezy towarzyszące.

2 kwietnia (sobota) od rana pod hasłem emocjonalnych bloków mowy (mutyzm, jąkanie)

3 kwietnia (niedziela) od południa pod hasłem dwujęzyczności nienatywnej

4 kwietnia dla wielojęzyczności, jej blasków i cieni.

Zapraszamy już teraz. Szczegóły wkrótce. :-)

Czego boją się małe dzieci?

Małe dzieci boją się tego co my, czyli NIEZNANEGO.

Dzieci od dorosłych różni tylko jedno: mniejsze doświadczenie życiowe (J. Korczak).

Kiedy drugiego dnia pierwszej klasy poszłam do szkoły, tylko Basia i Paweł mieli zrobione zadanie domowe (narysowali ślimaczka). Pamiętam jak wszyscy siedzieliśmy smutni a Pani chodziła i wydzierając się po całej klasie wpisywała kolejno każdemu brak zadania. Nie pomyślała, że myśmy z wrażenia, z emocji, z braku doświadczenia, nie wiedzieli co to znaczy  „ZADANIE DOMOWE”, tak, dzieci mogą tego nie wiedzieć, nie pomyślała, że Basia i Paweł też się boją widząc jak chodzi i się wydziera na wszystkich. My dorośli, też się boimy gdy zamachy terrorystyczne wstrząsają Paryżem. Skala jest mniejsza, ale strach ten sam. To strach przed czymś niezrozumiałym, co nie mieści się w głowie, co nas przerasta.

Dzieci boją  się zmian, które są la nich zbyt abstrakcyjne, zbyt trudne do ogarnięcia. Jako rodzice często opowiadamy dzieciom o wyjazdach, zmianie pracy, rozwodach, wypadkach, zamachach terrorystycznych w taki sposób, jaki nie pozwala dzieciom w pełni zrozumieć przekazywanej treści. Z tego niezrozumienia sytuacji rodzi się w dziecku strach. Długo utrzymujący się strach przeradza się w lęk, kroczący tryumfalnie w stronę przeróżnych zaburzeń o podłożu lękowym.

Dlatego najlepiej rozmawiać z dzieckiem odpowiadając na jego pytania. Wtedy dziecko nawet jeśli poczuje strach może go rozładować przyjmując taką porcję wiadomości na jaką jest w danym momencie gotowe. Na przykład: Dziecko pyta: Dlaczego tatuś wrócił dzisiaj później? My: Bo miał rozmowę kwalifikacyjną. Dziecko: „A co to jest ta rozmowa?” etc.

Są dzieci, które przestaną zadawać pytania i zmienią temat rozmowy, gdy poczują, że już więcej nowych wiadomości nie są w stanie przyjąć. Pomyślą, przeanalizują i wrócą do pytań za kilka dni, lub nawet tygodni. Są dzieci, które będa tymi pytaniami nas zasypywać. Jeśli chcemy, by jako nastolatki też nas pytały i rozmawiały z nami, nie blokujmy ich strumienia zaczynającego się od „dlaczego”…

Zamiast naszego monologu o czekającej dziecko zmianie, pozwalajmy zadawać mu pytania. To pozwoli rozładować strach dziecka, bez przeładownaia informacyjnego, z którym być może nie będzie potrafiło sobie poradzić.

Mutystyczny Krzyś (imię zostało zmienione).

W minionym tygodniu, po południu, prowadziłam warsztaty w przedszkolu, takie szkolenie dla grona pedagogicznego (wielojezycznosc.pl zakładka OFERTA). Przyszłam kilka minut wcześniej, trójka dzieci jeszcze była w przedszkolu. Jeden z chłopców był wyraźnie spięty: usta zaciśnięte, przestraszony wzrok, stojąc, lekko, miarowo, uderzał o stolik.
Podeszłam, zachwyciłam się jego bluzą: „Ale masz samolot! Tu ma płozy!”.
Chłopiec zacisnął rączkę w piąstkę – wzrost napięcia. Porzuciłam temat bluzy (zaciskająca się rączka wskazała, że nie tędy droga) i zajęłam się czytaniem i omawianiem książeczki, która leżała na stoliku. Zainteresowało to dzieci.

Poczułam na sobie wzrok Pań nauczycielek, Krzyś też czuł się obserwowany (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest to dziecko z mutyzmem, natomiast zauważyłam od razu, że chłopczyk ma podwyższony stan napięcia wewnętrzego ciała, symptomy powyżej). Podałam mu krzesełko i usiadł tak, że ja mogłam go zasłonić przed wzrokiem innych Pań. To go wyraźnie rozluźniło. Czytaliśmy, chłopcy komentowali.
Ja: A Ty jesteś Olek tak? Tak, – A Ty? Marcin. A Ty? (Krzyś milczy), od razu Marcin mówi za niego „Krzyś”.
Ja: O! Krzyś. No to czytamy dalej.
Olek: Proszę Pani, bo on nie mówi.
Ja: To nic prawda Krzysiu? Nie trzeba tak ciągle gadać i gadać i gadać.
Krzysiowi rączka się rozluźniła, oczy uspokoiły. Pobawiliśmy się nawet w taką zabawę z dłońmi. Jego rączki były ciepłe, rozluźnione.

Przy kolegach Krzysia zbagatelizowałam to niemówienie, to nic, nie ma presji, nie ma nacisku, nie ma problemu. To ułatwia dziecku terapię.

Potem przyszła mama i zabrała chłopców do domu.

WNIOSEK: jeśli dziecko dopytuje o swoje niemówienie, martwi się tym, czuje się z tym źle, odpowiadamy na jego pytania, wyjaśniamy najlepiej jak potrafimy, bez tragizowania.
Nie przyklejajmy dziecku na czole łatki MUTYZM, którą WSZYSCY przeczytają, będzie mu trudniej ją odkleić.

13 listopada, warsztaty językowe dla dużych i małych.

Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego, 13 listopada, piątek, godzina 17:00 – 18:30

warsztaty językowe dla dzieci i rodziców (angielski i francuski)

Poczujecie siłę dobrej motywacji, zobaczycie jak od najmłodszych lat dzieci mogą uczyć się same, przekonacie się jak można znaleźć czas na język obcy w domu, pokonacie stereotypy dotyczące wielojęzyczności.

Rejestracja telefoniczna 504 173 610, koszt 100 PLN od rodziny. Więcej informacji w zakładce „Zwyciężyć ESBS”.