Dwujęzyczność nienatywna – realne oczekiwania.

Dzisiaj złotej zasadzie: „wyluzuj!”, czyli oczekiwania adekwatne do sytuacji.

W nauce języka chodzi o dobrą zabawę i wartość dodaną w postaci dwujęzyczności. Najważniejsze są konkretne cele, bo to ich realizacja zapewni nam satysfakcję, konieczną do kontynuowania nauki w dobrej atmosferze.

Dwujęzyczna osoba to nie dwie osoby jednojęzyczne razem. Zazwyczaj jednego z języków  używamy częściej, czasem w innych sytuacjach (szkoła, wakacje, dom). Trudno oczekiwać, aby mały Polak, do którego mama mówi po angielsku, mieszkający w Polsce,  chodzący do polskiej szkoły i słyszący cały czas język polski miał „silniejszy” język angielski. Zapewnijmy mu kontakt z językiem (słuchowiska, bajki, filmy, programy) a wystarczy krótki pobyt w kraju angielskojęzycznym, lub odwiedziny rodzimych użytkowników języka angielskiego, by dziecko nabrało pełnej swobody i płynności w języku, który na co dzień jest mniejszościowym.

Mówisz do dziecka w języku obcym? Bawi Cię to? Podoba Ci się? Lubisz? To dobrze. Nawet jeśli dziecko odpowiada po polsku, bo tak mu łatwiej, to ciągły kontakt z tym językiem sprawi, że w sytuacji bez wyjścia (spotkanie z obcokrajowcem, który nie zna polskiego) poradzi sobie doskonale i poczuje przypływ motywacji do mówienia po angielsku.

Realne oczekiwania to klucz. Osłuchanie dziecka z językiem, doprowadzenie do poziomu, w którym rozumie swobodne wypowiedzi, bajki, filmy jest realnym celem. Każde słowo i zdanie to dodatkowa radość . Czasem potrzeba dziecku wielu lat, by zechciało nauczyć się również czytać i pisać w danym języku obcym. Stwarzajmy okazje, nie zmuszajmy, wyluzujmy i bawmy się dwujęzycznością nienatywną.

 

 

2 przemyślenia nt. „Dwujęzyczność nienatywna – realne oczekiwania.

  1. Witam,

    Dopiero zaczęłam czytać Pani bloga. Poleciła mi go moja przyjaciółka, która była na Pani wykładzie.

    W tym poście brakuje bardzo ważnej informacji, a mianowicie zasady „jedna osoba, jeden język”. Sama jestem mamą trzyjęzycznego dziecka (polski, niemiecki, angielski). Mimo, że znam biegle trzy języki, musiałam się zdecydować na JEDEN. Mieszając języki robi się dziecku krzywdę (mówię o wieku 0-6 lat), bo dzieci wtedy wrzucają wszysto do „jednego garnka” i dla nich to jest jeden język . Jeśli rozmawiają z osobą, która zna oba języki, to pół biedy. Gorzej jest jeśli dziecko trafi na osoby które znają tylko jeden język – jest to niesamowite źródło frustracji (czasem nawet traumy) dla dziecka, bo mówi i nie jest rozumiane. O tym, ze strasznie demotywuje już nie wspomne.

    Wyjątki pod tytyłem „w weekendy mówimy w języku obcym” albo „na spacerze mówimy w języku obcym” komplikują bardzo życie i o ile ten spacer nie odbywa sie (prawie)codziennie to nie przynosi prawie żadnego efektu. To znaczy, dziecko czasami łyknie troche jezyka (np. odtworzy, że pies to „dog”, a kot to „cat”), ale nie będzie myślało w tym jezyku. Czyli nie będzie dwu/wielo języczne.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Dziękuję za komentarz. Tak, zasada OPOL (one parent-one language), o której słusznie Pani wspomina, jest wygodna, sprawdzona, przetestowana, znana. Polecam ją szczerze. We wpisie chciałam podkreślić, że nie jest jedyną. Nadrzędną zasadą jest dobre samopoczucie rodzica i dziecka. Współczesne badania pokazują, że OPOL jest jedną z wielu dróg do wielojęzyczności u dzieci. A czy będą dwujęzyczne? To zależy od przyjętej definicji dwu i wielojęzyczności (NNBproject.eu). Zapraszam serdecznie na wykłady otwarte 13 listopada.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>