Miesięczne archiwum: Listopad 2015

Czego boją się małe dzieci?

Małe dzieci boją się tego co my, czyli NIEZNANEGO.

Dzieci od dorosłych różni tylko jedno: mniejsze doświadczenie życiowe (J. Korczak).

Kiedy drugiego dnia pierwszej klasy poszłam do szkoły, tylko Basia i Paweł mieli zrobione zadanie domowe (narysowali ślimaczka). Pamiętam jak wszyscy siedzieliśmy smutni a Pani chodziła i wydzierając się po całej klasie wpisywała kolejno każdemu brak zadania. Nie pomyślała, że myśmy z wrażenia, z emocji, z braku doświadczenia, nie wiedzieli co to znaczy  „ZADANIE DOMOWE”, tak, dzieci mogą tego nie wiedzieć, nie pomyślała, że Basia i Paweł też się boją widząc jak chodzi i się wydziera na wszystkich. My dorośli, też się boimy gdy zamachy terrorystyczne wstrząsają Paryżem. Skala jest mniejsza, ale strach ten sam. To strach przed czymś niezrozumiałym, co nie mieści się w głowie, co nas przerasta.

Dzieci boją  się zmian, które są la nich zbyt abstrakcyjne, zbyt trudne do ogarnięcia. Jako rodzice często opowiadamy dzieciom o wyjazdach, zmianie pracy, rozwodach, wypadkach, zamachach terrorystycznych w taki sposób, jaki nie pozwala dzieciom w pełni zrozumieć przekazywanej treści. Z tego niezrozumienia sytuacji rodzi się w dziecku strach. Długo utrzymujący się strach przeradza się w lęk, kroczący tryumfalnie w stronę przeróżnych zaburzeń o podłożu lękowym.

Dlatego najlepiej rozmawiać z dzieckiem odpowiadając na jego pytania. Wtedy dziecko nawet jeśli poczuje strach może go rozładować przyjmując taką porcję wiadomości na jaką jest w danym momencie gotowe. Na przykład: Dziecko pyta: Dlaczego tatuś wrócił dzisiaj później? My: Bo miał rozmowę kwalifikacyjną. Dziecko: „A co to jest ta rozmowa?” etc.

Są dzieci, które przestaną zadawać pytania i zmienią temat rozmowy, gdy poczują, że już więcej nowych wiadomości nie są w stanie przyjąć. Pomyślą, przeanalizują i wrócą do pytań za kilka dni, lub nawet tygodni. Są dzieci, które będa tymi pytaniami nas zasypywać. Jeśli chcemy, by jako nastolatki też nas pytały i rozmawiały z nami, nie blokujmy ich strumienia zaczynającego się od „dlaczego”…

Zamiast naszego monologu o czekającej dziecko zmianie, pozwalajmy zadawać mu pytania. To pozwoli rozładować strach dziecka, bez przeładownaia informacyjnego, z którym być może nie będzie potrafiło sobie poradzić.

Mutystyczny Krzyś (imię zostało zmienione).

W minionym tygodniu, po południu, prowadziłam warsztaty w przedszkolu, takie szkolenie dla grona pedagogicznego (wielojezycznosc.pl zakładka OFERTA). Przyszłam kilka minut wcześniej, trójka dzieci jeszcze była w przedszkolu. Jeden z chłopców był wyraźnie spięty: usta zaciśnięte, przestraszony wzrok, stojąc, lekko, miarowo, uderzał o stolik.
Podeszłam, zachwyciłam się jego bluzą: „Ale masz samolot! Tu ma płozy!”.
Chłopiec zacisnął rączkę w piąstkę – wzrost napięcia. Porzuciłam temat bluzy (zaciskająca się rączka wskazała, że nie tędy droga) i zajęłam się czytaniem i omawianiem książeczki, która leżała na stoliku. Zainteresowało to dzieci.

Poczułam na sobie wzrok Pań nauczycielek, Krzyś też czuł się obserwowany (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest to dziecko z mutyzmem, natomiast zauważyłam od razu, że chłopczyk ma podwyższony stan napięcia wewnętrzego ciała, symptomy powyżej). Podałam mu krzesełko i usiadł tak, że ja mogłam go zasłonić przed wzrokiem innych Pań. To go wyraźnie rozluźniło. Czytaliśmy, chłopcy komentowali.
Ja: A Ty jesteś Olek tak? Tak, – A Ty? Marcin. A Ty? (Krzyś milczy), od razu Marcin mówi za niego „Krzyś”.
Ja: O! Krzyś. No to czytamy dalej.
Olek: Proszę Pani, bo on nie mówi.
Ja: To nic prawda Krzysiu? Nie trzeba tak ciągle gadać i gadać i gadać.
Krzysiowi rączka się rozluźniła, oczy uspokoiły. Pobawiliśmy się nawet w taką zabawę z dłońmi. Jego rączki były ciepłe, rozluźnione.

Przy kolegach Krzysia zbagatelizowałam to niemówienie, to nic, nie ma presji, nie ma nacisku, nie ma problemu. To ułatwia dziecku terapię.

Potem przyszła mama i zabrała chłopców do domu.

WNIOSEK: jeśli dziecko dopytuje o swoje niemówienie, martwi się tym, czuje się z tym źle, odpowiadamy na jego pytania, wyjaśniamy najlepiej jak potrafimy, bez tragizowania.
Nie przyklejajmy dziecku na czole łatki MUTYZM, którą WSZYSCY przeczytają, będzie mu trudniej ją odkleić.

13 listopada, warsztaty językowe dla dużych i małych.

Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego, 13 listopada, piątek, godzina 17:00 – 18:30

warsztaty językowe dla dzieci i rodziców (angielski i francuski)

Poczujecie siłę dobrej motywacji, zobaczycie jak od najmłodszych lat dzieci mogą uczyć się same, przekonacie się jak można znaleźć czas na język obcy w domu, pokonacie stereotypy dotyczące wielojęzyczności.

Rejestracja telefoniczna 504 173 610, koszt 100 PLN od rodziny. Więcej informacji w zakładce „Zwyciężyć ESBS”.

Agresja a mutyzm: efekt butelki z gazowanym napojem.

Czasem mutystyczne dzieci zachowują się agresywnie w stosunku do bliskich im osób.

To efekt butelki z napojem gazowanym. Wstrząśnięta, zamknięta, pokazuje nam tylko bąbelki na powierzchni. Tak gromadzą się emocje, napięcie wewnętrzne rośnie, na zewnątrz nic nie widać. Dopiero po otwarciu butelki, przekonujemy się jak bardzo napój był gazowany. Agresja kierowana do ukochanej osoby to odreagowanie nagromadzonych emocji, dziecko jest wtedy jak właśnie otwarta, wstrząśnietą wcześniej butelka z napojem gazowanym. A dlaczego ta agresja w stosunku do najbliższych? Dziecko wybiera „bezpieczną” osobę, instynktownie chce obniżyć napięcie wewnętrzne na tym, kto nie zrobi mu krzywdy, na kimś na kim można się zwyczajnie wyżyć.

W tym wypadku ta agresja to energia, trzeba dać jej ujście, zamienić w inny rodzaj energii. Każdy rodzic wybierze coś co sprawdza się u jego dziecka: boksowanie worka treningowego, bieganie, pozwolenie na wykrzyczenie, wypłakanie, koniecznie zakończone przytulaniem i byciem razem.

Gdy dziecko jest starsze i wyrzuca z siebie treści dla rodzica niesprawiedliwe, dobrze jest ich wysłuchać, nie reagować, nie polemizować. To nie nastolatek mówi tylko jego emocje, niech ta energia się wydostanie, ocean uspokoi. Gdy emocje już opadną wtedy można spróbować porozmawiać, tak ogólnie, o wszystkim i o niczym, by dziecko poczuło, że jesteśmy z nim i dla niego, rozumiemy i akceptujemy.

Dorośli zazwyczaj potrafią rozładować swoje emocje: sport, impreza, medytacja, relaks … dzieci radzą sobie jak potrafią najlepiej… uczą się siebie, uczą się nas, uczą się świata.

Dzieci też chcą móc poradzić sobie z emocjami. Pomóżmy im, dajmy ujście tej energii.