Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Zamieszanie z ocenianiem. Ale o co chodzi?

Nowy rok szkolny i zmiany: ocenianie opisowe może być zastosowane nie tylko w klasach I-III szkoły podstawowej, ale na wszystkich etapach nauczania.

Takie zmiany powinny być wprowadzane po wyjaśnieniu zarówno rodzicom jak i nauczycielom (oraz w klasach starszych uczniom) na czym polega dobre motywowanie i o co tak naprawdę chodzi w ocenianiu opisowym i w chodzeniu do szkoły. Po co? Dlaczego?

W klasach I-III TEORETYCZNIE obowiązuje ocenianie opisowe. Tylko teoretycznie, gdyż Wewnątrzszkolne Systemy Oceniania wprowadziły literki, kwiatuszki i inne „cuda”, które pozwalają rodzicom, dzieciom i nauczycielom zorientować się „jaka to ocena”. Czyli  w praktyce, w tych szkołach, ocenianie opisowe nie działa, jest to zwykłe ocenianie pod płaszczykiem inaczej nazywanych ocen.

W ocenianiu opisowym chodzi właśnie o to, żeby dziecko mogło się uczyć i robić postępy bez oglądania się na innych, porównywania do nich, interesowania oceną, żeby robiło coś coraz lepiej, lepiej niż zrobiło to wczoraj, żeby odczuwało satysfakcję z wykonanego zadania. Chodzi o to, żeby dziecko zainteresowane tematem samo chciało się czegoś więcej dowiedzieć. To mit, że zniesienie tradycyjnego oceniania prowadzi do obniżenia poziomu nauczania, że dzieci nie będą się chciały uczyć, jeśli nie będą oceniane. Jest dokładnie odwrotnie. Już tłumaczę.

Czy ktoś dawał nam oceny za naukę ssania, chwytania zabawek, mówienia, biegania i skakania? Nauka jest naturalną potrzebą człowieka, potrzebą, którą można oczywiście zagłuszyć stosowaniem złej motywacji (ocenianie, porównywanie, warunkowe nagradzanie, przesadne chwalenie). Ocenianie dla ucznia oznacza, że podejmuje on czynności dlatego, że chce otrzymać dobrą ocenę bądź uniknąć złej. Tak właśnie zabija się dobrą motywację, dobra motywacja jest wtedy gdy mamy ochotę coś zrobić, bo jest to ciekawe, sensowne, przydatne, przyjemne, celowe.

Dlatego w klasach nauczania początkowego zgodnie z ustawą już od dawna nie powinno być oceniania (kwiatuszki, literki, naklejki to też ocenianie tylko inaczej nazwane). Czy ktoś gruntownie przeszkolił nauczycieli jak mają prowadzić zajęcia bez oceniania? Jak dobrze motywować? Teraz proponuje się opisowe ocenianie na wszystkich szczeblach edukacji. Pomysł genialny tylko jak go wdrożyć, by nie skończyło się jedynie na tonie papierów, które wypisuje nauczyciel przed wywiadówką?

Motywację zewnętrzną nazywam ZŁĄ MOTYWACJĄ, a wewnętrzną DOBRĄ MOTYWACJĄ. Badania naukowe, jak i nasze codzienne doświadczenia nie pozostawiają złudzeń co do szkodliwości pierwszej i użyteczności drugiej.

Czy jesteś w stanie prowadzić dziecko/ucznia bez nagradzania i wyróżniania? Bez mówienia: „To jest na ocenę, konkurs, nagrodę, za karę? Czy potrafisz zainteresować tematem tak, by dziecko chętnie go podejmowało? Czy potrafisz żyć bez konkursów, plebiscytów, porównywania, wyróżnień dla najlepszych, rankingów?

Nauczyciele sami padaja ofiarą szkodliwości złej motywacji podczas kompletowania „teczki” awansu. To właśnie dlatego część świeżo upieczonych „dyplomowanych” unika szkoleń. Mechanizm złej motywacji zadziałał: nie ma oceniania na horyzoncie? Nie ma starań. Znika „bacik”, znika działanie. Ci, którym uda się zachować radość i motywację wewnętrzną (dobrą motywację) i pracują tak samo intensywnie i szkolą się po zostaniu „dyplomowanym” są równie nieliczni jak uczniowie, którzy się uczą, bo chcą. Tak działa ocenianie, tak działa zła motywacja, którą ma na myśli cytowana poniżej Pani Profesor Hanna Komorowska:

Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami„. Prof. dr hab. Hanna Komorowska, 2007:155, Sprawdzanie umiejętności w nauce języka obcego. Kontrola – Ocena – Testowanie.

Na nasze warsztaty o dobrej motywacji przychodzą głównie rodzice :-) część  z nich na szczęście jest też nauczycielami :-). To nasza nadzieja na zmiany w polskiej szkole.

Najbliższe warsztaty dla dzieci, młodzieży i rodziców 8 pażdziernika (czwartek), Budynek Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląksiego, Sosnowiec, ul Grota-Rpoweckiego 5 (więcej informacji w zakładce Warsztaty: OFERTA)

Dwujęzyczność nienatywna – realne oczekiwania.

Dzisiaj złotej zasadzie: „wyluzuj!”, czyli oczekiwania adekwatne do sytuacji.

W nauce języka chodzi o dobrą zabawę i wartość dodaną w postaci dwujęzyczności. Najważniejsze są konkretne cele, bo to ich realizacja zapewni nam satysfakcję, konieczną do kontynuowania nauki w dobrej atmosferze.

Dwujęzyczna osoba to nie dwie osoby jednojęzyczne razem. Zazwyczaj jednego z języków  używamy częściej, czasem w innych sytuacjach (szkoła, wakacje, dom). Trudno oczekiwać, aby mały Polak, do którego mama mówi po angielsku, mieszkający w Polsce,  chodzący do polskiej szkoły i słyszący cały czas język polski miał „silniejszy” język angielski. Zapewnijmy mu kontakt z językiem (słuchowiska, bajki, filmy, programy) a wystarczy krótki pobyt w kraju angielskojęzycznym, lub odwiedziny rodzimych użytkowników języka angielskiego, by dziecko nabrało pełnej swobody i płynności w języku, który na co dzień jest mniejszościowym.

Mówisz do dziecka w języku obcym? Bawi Cię to? Podoba Ci się? Lubisz? To dobrze. Nawet jeśli dziecko odpowiada po polsku, bo tak mu łatwiej, to ciągły kontakt z tym językiem sprawi, że w sytuacji bez wyjścia (spotkanie z obcokrajowcem, który nie zna polskiego) poradzi sobie doskonale i poczuje przypływ motywacji do mówienia po angielsku.

Realne oczekiwania to klucz. Osłuchanie dziecka z językiem, doprowadzenie do poziomu, w którym rozumie swobodne wypowiedzi, bajki, filmy jest realnym celem. Każde słowo i zdanie to dodatkowa radość . Czasem potrzeba dziecku wielu lat, by zechciało nauczyć się również czytać i pisać w danym języku obcym. Stwarzajmy okazje, nie zmuszajmy, wyluzujmy i bawmy się dwujęzycznością nienatywną.

 

 

Nauczyć pocieszać.

W ramach warsztatów „język kobiet – język mężczyzn” zastanawiamy się jak to jest, że Partner nie potrafi pocieszyć.

UWAGA: sytuacja na potrzeby wpisu na blogu jest uproszczona i stereotypowa!

Ona: Jaka jestem zmęczona, w pracy młyn, ja nie wiem, miał być spokojny tydzień, wszyscy się uparli, a  kto to zostawił w zlewie, nic nie pomagacie … [Po co to robi? Chce się WYŻALIĆ i nic więcej, nie chce rady, to takie płaczki żeby ktoś wysłuchał, pokiwał głową, zrozumiał, przytulił].

A ON? Przecież jak jest problem to trzeba go rozwiązać! Trzeba coś DORADZIĆ! Facet doradza więc, bo chce pomóc a tu z każdym zdaniem tylko pogarsza sytuację. Przykładowe rady (NIEPROSZONE!!!!).

ON: mówiłem, żebyś poszła wcześniej spać, [lub] to im powiedz, żeby się organizowali,  [lub] to się zwolnij może, zmień pracę.

Od słowa do słowa kłótnia gotowa.

Kobieto, naucz swego partnera słuchania i pocieszania Cię. Przykładowa instrukcja dla NIEGO:

„Mogę Ci się pożalić? W 15 minut się zmieszczę. Nic proszę nie doradzaj, to moje żalenie do niczego konkretnego nie zmierza, będzie mi lepiej jak Ci powiem, opowiem, będę spokojniejsza jeśli zrzucę ten ciężąr z siebie. Pomrukuj proszę, będzie mi lżej. Pogadam, pogadam sobie i wszystko ułoży mi się w głowie, poczuję ulgę. Jesteś moim najlepszym psychologiem”.

Ważne by zaznaczyć przewidywalny czas (jak wiedzą, że „To” ma konkretny koniec to się sprężą i wysłuchają). Trzeba przypominać, że nie chcemy rad tylko ich kochanego ucha :-) przytulenia na koniec… A po wyżaleniu, gdy dwie tony zmartwień z ramion spadły można z uśmiechem podziękować za to uważne wysłuchanie. Dla mężczyzny poczucie dobrze wykonanej roboty oraz zadowolona partnerka motywują do wysłychania następnym razem…

Dobrze jest poćwiczyć gdy mamy Drogie Panie „mini doła”, przy wielkim kobiecym dole trzeba już być zaprawionym w boju mężczyzną, żeby znieść to co i jak kobieta opowiada i nie wyjść z siebie, nie pokłócić się i nie trzasnąć drzwiami, żeby powstrzymać rady i wydawać z siebie tylko krótkie „Aha”, „No popatrz”, „No co Ty”, „Hmmmm”. :-)

Punkty nawet na wakacjach? Absurd!

Opisywałam już dlaczego punkty z zachowania są złe (to motywacja zewnętrzna, zabijająca motywację wewnętrzną z wszystkimi tego katastrofalnymi skutkami, powoduje zniechęcenie do nauki. W dodatku to zwyczajnie nie działa!).

W szkole część nauczycieli z uporem maniaka rozdaje punkty: za przyniesienie tego, zrobienie tamtego tyle a tyle punktów, za zapomnienie o tym czy o siamtym punkty minusowe.

Rozumiem, taki jest system oceniania, choć można nie robić z dawania punktów cyrku i nie skupiać na nich całego świata dziecka w szkole. A tymczasem są wakcje i dzieci na wyjazdach też dostają punkty! I pytam tych drogich nauczycieli, którzy jak im dziennik zabiorą i punktów nie pozwolą przyznawać to jakby rączki , nóżki i główkę obcięli: jaki, oprócz kija i marchewki, macie sposób na dzieci? Postraszyć, zastraszyć, obiecać, że jak coś zrobią to coś dostaną. A potem zdziwienie, że młodzieży się nic nie chce. Nie może się chcieć przy tak skutecznym zabijaniu w nich chęci do czegokolwiek. Ja wiem, że nie o to Wam chodzi, no ale przy warunkowym nagradzaniu i straszeniu karą otrzymujemy właśnie sponiewieraną motywację. A tymczasem można inaczej. Pokażemy.

Od września ruszamy z comiesięcznymi zajęciami językowymi dla dzieci. Bez konkursów i rywalizacji chcemy pokazać dzieciom i rodzicom, że uczenie języków może być przyjemne, że sami mogą wziąć sprawy w swoje ręce. Najważniejsze, żeby się chciało uczyć. Uczenie, poznawanie czegokolwiek mam mieć sens, być przyjemne, pozwalać na pokonanie własnych słabości, ma być możliwością wykazania się przed samym sobą. Bez bacika nad głową, z czystej chęci poznania czegoś nowego.