Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Czy wczesna wielojęzyczność może zaszkodzić?

Na naszej stronie NNBproject.eu w zakładce FAQ czyli „często zadawane pytania” znajduje się i to: Czy bilingwizm nienatywny może zaszkodzić?

Rodzice w trosce o swoje dzieci często zadają mi to pytanie, słyszeli gdzieś, gdzieś czytali, że dziecku może się pomieszać w głowie od tych języków, opóźni się mowa…

Badania naukowe, (w tym prowadzone przez logopedę Suzanne Dopke), udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że pojawiające się problemy w rozwoju dziecka nie wynikają z jego wczesnego kontaktu z więcej niż jednym językiem. Niestety, gdy podczas wywiadu lekarz diagnozujący zaburzenie u dziecka dowiaduje się, że jest ono otoczone kilkoma językami, często odradza wychowanie w wielojęzyczności. Co gorsza, to właśnie we wczesnym kontakcie dziecka z językami upatruje się winy za jego jakiekolwiek zaburzenia, choroby etc.

Gdy tylko jest coś nie tak, a dziecko jest wielojęzyczne, od razu winą obarcza się jego znajomość jezyków obcych. Jednojęzyczne dzieci od wielojęzycznych różni znajomość języków, ich relacje z rodzicami, otoczeniem, rozwój i dorosłe życie nie są udane lub nieudane dlatego, że mówią bądź nie mówią obcymi językami.

Co by było gdyby dziewczyna, która z zimną krwią zamordowała rodziców swojego chłopaka (sprawa z pierwszych stron gazen ostatnich tygodni) była wychowywana w dwujęzyczności nienatywnej lub w wielojęzyczności? No oczywiście winę za zbrodnię upatrywano by w dwujęzyczności tego dziecka.

Czy wczesna wielojęzyczność może zaszkodzić? Moja odpowiedź brzmi: NIE. Ale już zmuszanie dziecka do mówienia w innym języku, brak akceptacji, troski i miłości, TAK, to może zaszkodzić, samo wczesne uczenie wielu języków jest absolutnie nieszkodliwe.

Świąteczne zwyczaje i wielokulturowość. :-)

Stroimy choinkę, jest uroczyście, temamtem dominującym święta…

- Mamusiu, a czy możemy otworzyć prezenty przed wieczerzą wigilijną?

- Synku, w naszej tradycji prezenty otwiera się po wieczerzy…

- A czy są kraje, w których jest tradycja otwierania prezentów przed kolacją? (w domyśle: jeśli tak, to zaadoptujmy tę tradycję mamusiu, please!)

- Pewnie tak, ale są też kraje, w których otwiera się je dopiero następnego dnia rano.

Oczy dziecka zrobiły sie duże, trochę przerażone, bo czekać jeszcze dłużej musi być straszną tradycją. Nie stawiał już więcej pytań, wyszedł z założenia, że po wieczerzy to nie wcale tak późno w porównaniu z rankiem pierwszego dnia Świąt. Pozostaliśmy przy „naszej” tradycji. :-)

FB i grupa „dwujęzyczność dziecięca”

Po namowach licznych i przelicznych, chcąc propagować nasze warsztaty, założyłam i ja w końcu moje „Face Book konto”. I co? O gafach, które popełniałam na początku pisałam na koncie owym właśnie. Face book ma swoje słownictwo specjalistyczne. Jako „nowy” wśród „wyjadaczy” bardzo dobrze to poczułam: lajkowanie, umieszczanie na tablicy, udostępnianie, grupy otwarte, zamknięte, tajne …

Na FB polecam grupę „dwujęzyczność dziecięca”. Oprócz Oli La, wspaniałej administrator grupy, dziewczynie o otwartym umyśle i sercu, można znaleźć mnóstwo ciekawych materiałów i wpisów.

O „zdankach – wymigankach” czyli dorosły skutecznie uczy się mówić w języku obcym.

Jutro prowadzę warsztaty dla nauczycieli w jednej ze szkół w Jaworznie (śląskie). Z naszej oferty nauczyciele wybrali temat „Chcę mówić w języku obcym”. Przygotowuję więc skrzynię z rekwizytami, wkładam do niej łyżwy i przypomniało mi się o zdankach – wymigankach.

Dzieci i dorośli uczą się języków obcych tak jak jazdy na łyżwach: na początku idzie nieporadnie, koślawo. Jest jednak znacząca różnica pomiędzy dziećmi a dorosłymi:  dzieci nie przejmują się upadkami a dorośli już tak, w dodatku dorosłych bardziej te upadki bolą. No i oczywiście dzieci uczą się szybciej od dorosłych, tak jakoś „bezboleśnie”.

Dla dorosłych proponuję nauczenie się kilku zdanek-wymiganek (od wymigania się czyli sprytnego uniknięcia czegoś, w naszym wypadku od robienia z siebie pajaca, nikt tego nie lubi). Załóżmy, że uczymy się angielskiego, chodzi więc o zdania typu: Nie mówię jeszcze dobrze po angielsku ; Znam tylko trochę angielski ; Ja dopiero uczę się języka angielskiego; Uczę się angielskiego od niedawna; Chciałbym już mówić biegle po angielsku; Za dwa lata będę mówić płynnie po angielsku itp.

Te zdania wyuczone na pamięć można stosować przemiennie, ale można wyrzucić je wszystkie z siebie jedno po drugim. Tłumaczą one naszą sytuację, ładnie pokazują, że coś jednak potrafimy, pozwalają rozpocząć rozmowę, której dalszy ciąg przy pomocy rysunków i różnorakich ruchów ciałem można kontynuować.

Większości dorosłym najtrudniej jest zacząć. Zdanka-wymiganka pozwalają na to. Na jutrzejszych warsztatach w Jaworznie będziemy rozmawiać również o tym jak osoba dorosła może pokonać barierę wstydu, pozbierać myśli i słowa, zrozumieć bez lęku odpowiedź, jak może wreszcie MÓWIĆ w języku obcym. A na warsztaty w Sosnowcu zapraszamy we wtorek o 18:30.

Fiński fenomen.

Po wpisaniu w you tube po angielsku „education in Finland” lub francusku „éducation en Finlande”, otrzymujemy obraz fińskiego systemu edukacji. Świat zjeżdża do Finlandii podpatrując jak uczyć, jak podchodzić do nauki, jak motywować uczniów. Widzimy wycieczki nauczycieli ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Niemiec, Francji… fińscy uczniowie nie tylko osiągają bardzo wysokie wyniki w ogólnoświatowych testach wiedzy i kompetencji (PISA), ale przede wszystkim są zadowoleni z przebiegu edukacji. Fiński fenomen jest wciąż zbyt mało znany w Polsce, widać to nawet po dostępności materiałów o fińskim systemie udukacji – wyników jest stosunkowow niewiele.

Dla mnie najważniejszy element do zastosowania od zaraz w klasach młodszych to odejście od motywowania zewnętrznego (ocenianie, kary, nagrody, strach, porównywanie do innych) i przejście do motywowania opartego na motywacji wewnętrznej, nazywanej w naszym Centrum dobrą motywacją czyli opartą na zainteresowaniu, zaciekawieniu, pozytywnych informacjach zwrotnych, współpracy etc. Jest to zresztą zgodne z zaleceniami ministerialnymi.

Uczyć bez ocen, kar i nagród jest niezwykle trudno, w dodatku im starszy uczeń tym trudniej z nim pracować w oparciu o jego motywację wewnętrzną, która skutecznie została przytłumiona wcześniejszym uczeniem się „do egzaminu”. Te egzaminy to, paradoksalnie,  też wymogi ministerialne. Wciąż niebezpiecznie rośnie odsetek uczniów/studentów nastawionych na ocenę, kserówkę i sprawdzian/kolokwium.

Sposób na hejterów.

Hejter, jak podaje słownik slangu i mowy potocznej http://www.miejski.pl/slowo-Hejter, to zazdrosny koleś, który nie potrafi cieszyć sie sukcesem kogoś innego, dlatego próbuje wytknąć w nim wszystkie możliwe wady.

Im większy odnosisz sukces, tym więcej masz hejterów. Zgodnie z francuskim powiedzeniem: „pour vivre heureux vivons caché” czyli, „aby żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu”, wyjście z przysłowiowego cienia to jak wystawienie się na strzały, na strzały hejterów.

Hejterom, możecie spokojnie polecić proste ćwiczenie: spisz wszystko to, co najbardziej lubisz w sobie, wokół Ciebie, co Ci się udało, z czego lub kogo jesteś dumny a następnie włóż pod poduszkę.  Codziennie po przebudzeniu odczytuj tę listę, uzupełniaj o cudowne aspekty Twojego życia, o których zapomniałeś przy spisywaniu swoich sukcesów. Odczytuj listę zanim wstaniesz z łóżka i zaczniesz anonimowo hejtować w internecie.

Jak ten sposób zastosować w klasie? Pokażemy na warsztatach. Bardzo jestem ciekawa Waszych reakcji i uwag. Warsztaty dla nauczycieli i rodziców, przejętych edukacją swoich dzieci już w najbliższy wtorek o 18:30. Zajrzyjcie proszę do zakładki  OFERTA: WARSZTATY.

„Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami”

Pani Profesor Hanna Komorowska wyraźnie pisze w swej książce poświęconej testowaniu i ocenianiu: „Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami”. (2007:155, Sprawdzanie umiejętności w nauce języka obcego,  Kontrola – Ocena- Testowanie).

Młodsze dzieci upominają się o oceny, o nagrody, bo tego je nauczyliśmy (trzylatek tego nie robi), bo te oceny zazwyczaj są bardzo dobre i miło je dostawać. Im starsze klasy tym mniej proszenia o ocenianie, ale uczniowie są do niego przyzwyczajeni, w sumie „zawsze tak było” więc jakoś to znoszą. Bardzo trudno przebić się z alternatywnym podejściem zarówno do nauki jak i do testowania czy oceniania.

Jedna z Pań nauczycielek podzieliła sie na warsztatach swoją metodą na testy i oceny. Otóż, nagradza ona uczniów dodatkowymi punktami za znalezienie jej błędów bądź w poleceniu bądź w poprawie. Staje się to rodzajem zabawy, wszyscy bardzo skupiają się gdy dostaną poprawiony test. Nie stosowałam tej metody, spróbuję, opiszę. Z metodami jest jak z butami, nie każdemu podobają się te same, nie każdy lubi to samo. Jedno jest pewne, ocenianie jest bardzo nieprzyjemnym elementem zarówno dla ucznia jak i dla nauczyciela, jego marginalizacja poprawia podejście do nauki i uczenia się w ogóle. W Polsce bardzo trudne do przeprowadzenia. Ale czy niemożliwe? Nie ma rzeczy niemożliwych.

Zapraszamy 16 i 18 grudnia na ostatnie warsztaty w tym roku kalendarzowym.

16 grudnia (ul. Grota Roweckiego 5, Sosnowiec, śląskie) pochylimy się nad tematem naszych „grzecznych” uczniów. Na warsztatach w szkołach spotkałam prawdziwych nauczycieli, nauczycieli z powołania, może dlatego proponowane metody tak szybko znalazły grono zwolenników i są stosowane z powodzeniem. Jedno jest pewne: nauczyciel może znacznie zmniejszyć agresję uczniów, a im młodsi uczniowie tym szybciej widać efekty stosowanych technik. Na warsztatach będzie o nowej definicji „grzecznego” ucznia, działaniu dobrej motywacji i konkretnych, uniwersalnych ćwiczeniach do zastosowania w klasie.

18 grudnia zabawimy się w tłumaczenie z języka kobiecego na męski i z męskiego na kobiecy. Miłe Panie, z partnerem można się dogadać zaraz po odkodowaniu tego co mówią, lub tego czego nie mówią. :-) Te warsztaty to prezent dla dotychczasowych uczestników i zaproszenie dla osób, które jeszcze nie brały udziału w sosnowieckiej edycji naszych spotkań.

Zainteresowanych zapraszamy do zakładki OFERTA:WARSZTATY

Uczeń ma prawo do kopii (ksera, skanu, zdjęcia) ocenionej pracy pisemnej.

[Dla niewtajemniczonych: rodzice dostają oceny do podpisu, testy mogą pooglądać w czasie konsultacji, wydawania kopii testów się nie praktykuje, co gorsza, odmawia  się rodzicowi zrobienia testom zdjęcia.]

Rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko i dlatego ma prawo do kopii (papierowej lub elektronicznej) każdej pracy pisemnej napisanej przez jego własne dziecko (lub dziecko, którego jest opiekunem prawnym). Już nie wiem jak mam bardziej podkreślić fakt, że dziecko jest dzieckiem rodzica, nie Pani, która przeprowadziła lub sprawdziła sprawdzian (za wyjątkiem sytuacji, gdy ta Pani jest akurat mamą ucznia).

Prawo nakazuje przechowywanie pracy pisemnej w szkole. Rodzic ma prawo do otrzymania lub sporządzenia kopii testu napisanego przez jego własne dziecko. Uczeń tym bardziej, przecież to jego test!  Kwestię praw autorskim omówimy w najbliższym czasie. Kopia może być kserem, skanem, zdjęciem,  lub czymkolwiek innym, mini dromem, kikifiki, nie wiem, technologia postępuje w zawrotnym tempie. Kopia jest kopią.

Sytuacja, w której rodzic, udostępnianym mu do wglądu testom nie może zrobić nawet zdjęcia jest niedopuszczalna. Oto argumenty za udostępnianiem kopii testów.

1. Uczeń powinien móc spokojnie przeanalizować swój test (jego kopię) w domu.  Test nie jest po to, aby pokazać uczniowi jaki jest głupi, tylko po to, aby ten uczeń mógł się douczyć i ewentualnie poprawić. Argument, że poprawa jest robiona na lekcji po oddaniu testu pokazuje brak empatii wygłaszającego go nauczyciela. Przecież gdy dostajemy złą ocenę, emocje nie pozwalają nam w pełni skorzystać z wyjaśnień Pani, nawet jeśli ta na prawdę się stara. Test spokojnie trzeba przeanalizować w domu. Skoro dostało się ocenę niedostateczną, zazwyczaj oznacza to duże braki w wiedzy. Na poprawie testu, przy całej klasie, nie można się skupić, ani niczego dokładnie zrozumieć czy zapamiętać. Odmawianie tego prawa niepotrzebnie zaognia kontakty rodzic-nauczyciel.

2. Nauczyciel może czegoś nie wiedzieć i na przykład odjąć punkty za zadanie, które jest dobrze zrobione. Może się zdarzyć, że nauczyciel akurat nie zna poprawnej odpowiedzi (posiadam dowody na takie testy, nie oburzajcie się drodzy nauczyciele, to się zdarza, nikt nie wie wszystkiego). Rodzic widząc odjęte za dobrze zrobione zadanie punkty pyta dlaczego. Nauczyciel tłumaczy swoją wersję, zdaniem rodzica dziecko wykonało zadanie poprawnie i niesłusznie odjęto mu punkty, rodzic tłumaczy zasadę, która usprawiedliwia zastosowane przez dziecko rozwiązanie, nauczyciel twierdzi, że on takiej zasady nie zna i już. W tej sytuacji, punkt pierwszy jest jeszcze bardziej zasadny, nauczyciel zrobił poprawę testu na lekcji i nadal uczy danego rozwiązania źle.

3. Rodzic na konsultacjach może zwyczajnie na danym przedmiocie się nie znać. Pani z historii uczy historii bo raczej fizyka i matematyka nie były jej ulubionymi przedmiotami. A ja, gdyby mi przyszło konsultować testy mojego dziecka z języka niemieckiego? Nie znam niemieckiego. Co mi da taka konsultacja oprócz wysłuchania Pani z języka niemieckiego, która z pewnością ma rację tylko co to zmieni? Widziałam rodzica, który na konsultacjach patrzył na testy swojej 10 letniej córki jak sroka w kość. Co ma począć taki rodzic? Nawet jeśli szkoła i wszyscy nauczyciele pójdą mu na rękę i udostępnią do wglądu każdy test zaraz po jego ocenieniu to będzie dla rodzica oznaczało wizytę w szkole prawie codziennie i sporządzanie notatek z udostępnianych testów ponieważ i tak potrzebna mu osoba trzecia do pomocy dziecku w nauce. Współpracujmy z rodzicami, mądrze.

4.  W testach nie chodzi o oceny tylko o wiedzę. Skupianie się na ocenie, którą uczeń ma przedstawić rodzicowi do podpisu,  to pokazywanie, że ocena jest ważna. Tymczasem, chcąc dobrze uczyć dziecko, chcąc zachować jego entuzjazm do nauki od przedszkola po maturę, rodzic śledząc postępy dziecka skupia się na wiedzy, chwali za dobrze wykonane ćwiczenia, pokazuje co dobrze jest poprawić. Pani Profesor Hanna Komorowska wyraźnie pisze w swej książce poświęconej testowaniu i ocenianiu: „Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami”. (2007:155, „Sprawdzanie umiejętności w nauce języka obcego,  Kontrola – Ocena- Testowanie”).

5. Nauczyciel jest funkcjonariuszem państwowym. Oznacza to, że jego praca podlega ocenie i kontroli podatników. Tego punktu nie będę rozwijać, omawiamy go na szkoleniach dla nauczycieli, pokazujemy jak postępować, by testy i oceny nie były powodem nieporozumień i i konfliktów.

6. Jak długo testy przechowywane są w szkole i co się później z nimi dzieje?  Nie słyszałam, aby uczeń otrzymywał je wraz ze świadectwem ukończenia szkoły.

Polecamy stosowanie, zalecanego przez Radę Europy, tak zwanego oceniania alternatywnego.  Dopóki nie pozbędziemy się oceniania opartego na rywalizacji między uczniami i porównywania ich ze sobą, dopóty szeroko rozumiane problemy z testami w szkole będą wciąż narastać.

Chcę zobaczyć sprawdzian mojego dziecka.

Nauczyciel przynosi do klasy poprawione sprawdziany, spisuje oceny, omawia i nie daje ich uczniom do domu. Dlaczego? Bo prace są udostępniane do wglądu. I tu zaczynają się schody. Dzwoni lub przychodzi rodzic do szkoły i mówi: „Chcę zobaczyć sprawdzian mojego dziecka”.

Do kogo należy napisany przez moje dziecko sprawdzian? Kto ma do niego prawa? W szkole ma być oryginał a na wniosek ucznia lub rodziców sporządza się kopię ksero lub skan (można zrobić zdjęcie). Nie? W statucie szkoły wpisano inaczej? WSO zabrania? Prześlijcie mi ten statut i WSO. Jeśli problem istnieje to należy go rozwiązać.

Trzeba postarać się, aby złe wzorce bezprawnego zabraniania wykonania kopii rozwiązanych testów nie zagościły na dobre w krajobrazie edukacji w  Polsce. Z niepokojem obserwuję takie zachowania u młodszych kolegów, którzy wynieśli je ze szkoły i teraz, kiedy już stoją po drugiej stronie barykady, urządzają testowy-cyrk, którego sami tak bardzo nie lubili będąc uczniami.