Miesięczne archiwum: Październik 2014

Warsztaty dla nauczycieli…

„Nie boisz się?” – pytają znajomi.

Oczywiście, że się boję. Na tym polega ta zabawa.Sama jestem nauczycielką… jak każda grupa zawodowa, również i ta, ma swoją specyfikę.

Ponoć nauczyciele to jedna z trudniejszych publiczności. Ale na takie warsztaty przychodzą najlepsi, cudowni ludzie o otwartych umysłach. Na liście obecności, która powoli się kompletuje, są już osoby znane mi z poprzednich warsztatów dla rodziców. Będzie dobrze, nawet bardzo dobrze :-)

A gdy jest mi źle, czytam sobie opinie uczestników warsztatów. Nic tak nie poprawia mi nastroju. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcili czas na wpisanie kilku słów. To doskonały przykład na to, że pochwały mobilizują do dalszej pracy. O tym jak zachęcać do pracy naszych uczniów/podopiecznych/podwładnych będzie też na warsztatach 4 listopada.

Nie wiem jak Wy, ja nie mogę się już doczekać.

 

 

4 listopada … zaskoczę Was :-)

4 listopada zrozumiemy dlaczego nauczyciele mają problem ze skupieniem uwagi swoich uczniów, dlaczego uczniowie nie chcą się uczyć i co najważniejsze, jak temu zaradzić? Wszystko zostało udowodnione naukowo, sprawdzone, potwierdzone i jest już z powodzeniem stosowane w niektórych polskich szkołach.

Dlatego zapraszamy:

- rodziców, którzy chcą zrozumieć niechęć do nauki u swojego dziecka i móc temu przeciwdziałać w domu,

- nauczycieli, którzy chcą poprawić jakość swoich zajęć i tym samym uczynić pracę przyjemniejszą,

- dyrektorów i właścicieli placówek edukacyjnych, którzy chcą wnieść nową jakość do polskich szkół.

Postaram się zaskoczyć, oczywiście pozytywnie, tych, którzy uczestniczyli w poprzednich dwóch warsztatach. Najpilniejsi zapisali się na wszystkie cztery tematy drugiej edycji!  I to jest wyzwanie! Zrobić tak, aby za każdym razem wyszli pełni nowych wrażeń. Dlatego na najbliższych warsztatach zaskoczę uczestników :-) Nie, spokojnie, proszę się nie bać, dobro i komfort przybyłych na warsztaty są wartościami nadrzędnymi.

Dziś rano dodano kolejną opinię uczestnika warsztatów w zakładce poświęconej właśnie na opinie. Dziękuję bardzo, bardzo, bardzo.

Odpowiadając na pytania dotyczące promocji 1+1=1. Chodzi o osobę towarzyszącą bez wnikania w szczegóły z jakich powodów akurat Wam tego dnia na warsztatach towarzyszy. Koniecznie informujemy o tym przy przelewie ponieważ ilość miejsc jest ograniczona. Warsztaty potrwają 90 minut.

Do zobaczenia!

Motywacja wewnętrzna sześciolatka. Jest zabawa!

Dostałam bardzo miłego maila od jednej z uczestniczek warsztatów w Jaworznie. Tak mi się miło zrobiło, pogoda taka piękna…

Moje zadowolenie przelałam na wszystkich wokoło. Na sześciolatka też. Wydrukowałam cztery zdania i nakleiłam na kartce w linie. Oczywiście w ostatnim zdaniu pojawiło się magiczne słowo RAKIETA! Jest rakieta, jest zabawa. Każda mama wie co dziecko kręci.  Zapytałam mojego sześciolatka, czy nie zechciałby sobie tych zdań tak przepisać (jedno ze szkolnych ćwiczeń). Akurat chciał (liczyłam się z odmową, tym razem się udało, musiałam brzmieć wyjątkowo szczęśliwie). Przepisywaliśmy te zdania. Pisaliśmy sobie literka po literce, bez pośpiechu. Pisanie przerywały dziecięce opowieści o snach, samolotach, rakietach, kolegach, soczku pomarańczowym i wielu innych tak ważnych dla dziecka sprawach. Momentami to wyglądało jak opowieści przerywane pisaniem a nie jak pisanie przerywane opowieściami. Tempo pracy bardziej niż ślimacze, nie sądziłam, że uda nam się w ogóle te zdania dzisiaj napisać. Ale przecież nie ma przymusu, to nasze zadanie, nie ma terminu, nie ma zmuszania. Było bardzo wesoło i przyjemnie zajęcie. To jest właśnie najważniejsze: dziecku wykonywanie zadań około-szkolnych kojarzy się z przyjemnością, bo przecież już tyle umie, już tak ładnie potrafi pisać, a zimą jeszcze trudniejsze wyrazy napiszemy. Zuch kochany. I siostra pochwali i tato się zachwyci. Radość z wykonywanej czynności to jeden z elementów motywacji wewnętrznej, tej dobrej motywacji. Nie chodzi o to, aby mieć to już za sobą. Chodzi o to, że sama czynność, w naszym przypadku przepisywanie zdań, jest taka przyjemna: mamusia siedzi obok, można jej opowiadać, dać buziaka, przytulić i znowu napisać literkę, którą ona się zachwyci. A potem wkładamy dzieło do naszej „teczki sukcesów” czyli napisanych już różnych literek i szlaczków. Dziecko gołym okiem widzi postępy: „Tu pisałem jak dzidziuś” – śmieje się.

Nie zawsze jest tak kolorowo, nie zawsze dziecko ma ochotę. Z nami też tak jest. To normalne. Ważne, aby chwilowa niemoc była tylko chwilową. Dotychczasowe warsztaty pokazały jak potrzebnym i ważnym tematem jest motywacja. Dlatego obiecane styczniowe „co zrobić, aby nam się tak chciało jak nam się nie chce”.

 

Już 4 listopada warsztaty dla nauczycieli/wychowawców/rodziców. Będzie o „szkolnej motywacji”.

Tym razem przyjrzymy się motywacji od strony relacji uczeń-nauczyciel.

Choć warsztaty zostały przygotowane z myślą o nauczycielach i temat motywacji szkolnej będzie przewodnim, po dzisiejszym zgłoszeniu na warsztaty dokonanym przez dwójkę rodziców, którzy chcą móc lepiej zrozumieć swoje chodzące do szkoły dziecko, odkryłam, że rodzice również są adresatami warsztatu. Przecież ich dzieci doświadczają na własnej skórze relacji uczeń-nauczyciel.

4 listopada wyjaśnimy sobie dlaczego różni uczniowie różnie się zachowują: uczą się bezmyślnie na pamięć, stresują się i piszą sprawdziany poniżej swoich możliwości, blokują się przy odpowiedzi, ściągają, kłamią, przeszkadzają na lekcji, chodzą po klasie, pyskują, rozmawiają między sobą, nie słuchają, zamykają się w sobie lub zbytnio otwierają, są agresywni i bezczelni, nieśµiali, olewają wszystko i wszystkich, przesadnie walczą o dobre oceny. Każde z tych zachowań ma swoją przyczynę, paradoksalnie wspólną przyczynę. Poznając źródło wymienionych zachowań, zobaczymy jak stosunkowo prosto jest im przeciwdziałać. Wiem, wiem, powiecie: „skoro to takie proste to dlaczego nauczyciele borykają się z tymi skrajnymi zachowaniami uczniów w klasie?” No cóż… Hmm… bo nie byli na naszych warsztatach? :-)

Rodzice, którzy wezmą udział w  szkoleniu nie będą już mieli pretensji do swojego dziecka, zrozumieją na czym polega istota problemu i dzięki sprawdzonym technikom, pomogą swym dzieciom stawić czoła szkolnej rzeczywistości, uchronią je przed zniechęceniem do nauki. Nauczyciele natomiast usłyszą to, co gdzieś w głębi duszy czują ale może wydawało im się, że są jedyni, którzy zauważają, że coś w tej szkolnej układance nie gra? Udawanie, że problemu nie ma, nie rozwiązuje go. Zamiatanie pod dywan nie sprawi, że paproszki znikną… ktoś kiedyś ten dywan podniesie …

22 X – Światowy Dzień Zwycięstwa nad Jąkaniem.

Dzień zwycięstwa nad jąkaniem … Taka moja nazwa na Dzień jąkających się, który słusznie zastępowany jest nazwą „Dzień walki z jąkaniem”. Nie postuluję tu przyjęcia mojej nazwy, o nie, chciałam dziś zwrócić Waszą uwagę na bardzo potrzebną nam wszystkim zmianę podejścia nie tylko do jąkania ale do wszystkiego, co chcemy w życiu zmienić, ulepszyć.  Walczyć by zwyciężyć. Byłam wczoraj na dniach otwartych w Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie (śląskie).  Wyszłam zachwycona uczestnikami spotkania. To cudowne skupienie na sukcesie, radość ze wspaniałych rezultatów. Szczęście w sali można było mierzyć kilogramami, wypełniało ją po brzegi. Wszyscy skupiali się na zwycięstwach małych i dużych, na tym, że pełny sukces jest tylko kwestią czasu, małymi kroczkami, do przodu.

Już samym swoim podejściem do tematu/problemu/wydarzenia możemy zagwarantować sobie sukces. Znana większości sytuacja przed egzaminem: potrafimy wszystko oprócz TEGO. Cały czas myślimy „byle nie TO, byle nie TO wylosować, bo tego nie umiem, wszystko inne może być tylko byle nie TO, byle nie o TO mnie zapytali”. Dalszy ciąg pewnie znacie. Na egzaminie jest właśnie TO! Nasza rozpacz nie zna granic. Przez pierwsze sekundy zamiast odprężyć umysł i zebrać myśli słyszymy w głowie wściekły głos „wiedziałem, wiedziałem, że TO dostanę, zawsze tak jest, co za pech!”

Skupiajmy myśli wokół tego, czego pragniemy. Idąc na egzamin (już nawet ucząc się do niego) myślmy o tym z czego chcielibyśmy odpowiadać.  Skupiamy się na tym co umiemy, co potrafimy. Nasze ciało, oczy, twarz, będą miały zupełnie inny wyraz. Na egzamin wejdziemy pewnie, wesoło i dostaniemy to, co sobie wymarzyliśmy, wokół czego skupialiśmy myśli.

Jak wszystko, myślenie pozytywne też wymaga treningu, który warto podjąć dla zdumiewających efektów jakie przynosi.

Pozdrawiam serdecznie cudownych ludzi spotkanych wczoraj w Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie. Bardzo dziękuję za dawkę szczęścia i radości, którą otrzymałam. Pozytywne nastawienie bardzo się udziela. Dzięki raz jeszcze.

Warsztaty dla rodziców już dziś!

Dzisiaj wtorek, taki mój ulubiony: wtorek warsztatowy. Nasz zespół, o godzinie 18:30 podejmuje rodziców oraz przyszłych rodziców. :-)

Zostały ostatnie dwa miejsca.  Bardzo proszę chętnych o zgłoszenie esemesowe lub telefoniczne pod numer 504 173 610 i oczekiwanie na potwierdzenie (esemes lub telefon). W trosce o jakość spotkań, nie przekraczamy ustalonego limitu miejsc.

Do zobaczenia!

Warsztaty inne niż wszystkie.

Czytam, z racji zawodu i tematu moich badań naukowych, osobistych doświadczeń i obserwacji, sporo o nauce języków, wielojęzyczności, motywacji. W internecie obejrzałam prawie wszystko (w czasie gdy to piszę wrzucane są pewnie nowe filmiki więc nie mogę powiedzieć, że wszystko widziałam) o uczeniu siebie i innych języków.  Przeczytałam, oprócz książek, sporo blogów i komentarzy dotyczących motywacji… i spokojnie mogę stwierdzić, że nie kopiujemy, nie powielamy, nasze warsztaty są inne. Czy lepsze? Nie porównujemy się do innych, robimy swoje pozostawiając ocenę uczestnikom. Jest mi niezmiernie miło gdy przychodzą znajomi znajomych tych znajomych, którzy byli na warsztatach, gdy ludzie wychodzą zadowoleni, nie żałują poświęconego czasu, którego wszyscy odczuwamy ciągły deficyt.

Cieszy mnie niesamowita atmosfera, którą udaje nam się wytworzyć dzięki cudownym uczestnikom. Przecież nie ma wymogu, że mają przychodzić tylko „fajni”. A zawsze tacy są na warsztatach. Może to magia pięknego budynku? Wieczornej pory? Tematu? Nie wiem, może zbadamy to kiedyś naukowo? A może po prostu wszyscy jesteśmy cudowni, jeśli tylko ktoś nam stworzy okazję, by takimi być?

Na warsztatach obalamy mity na temat wielojęzyczności i uczenia się, pokazujemy jak  można się uczyć języków nie tylko efektywnie ale i przyjemnie, odpowiadamy na pytanie co zrobić by nam się chciało. Prezentujemy autorski sposób na MÓWIENIE w języku obcym. Więcej informacji  w zakładce OFERTA:WARSZTATY.

 

 

 

Jak zniechęcić dzieci do gry na komputerze? Warsztaty już we wtorek!

Jeśli Twoje dziecko uwielbia grać na komputerze, a Ty chcesz, aby grało mniej, spróbuj go do tego zniechęcić opierając czynność grania na motywacji zewnętrznej. Powiedz to dziecku! Powiedz, że teraz pokażesz mu jak działa motywacja zewnętrzna. Szczegóły na najbliższych warsztatach dla rodziców  (zakładka OFERTA:WARSZTATY). Może tylko nie mów proszę dziecku, że nauczyłeś się tego na warsztatach: „Co zrobić by dziecko MÓWIŁO w języku obcym” organizowanych przez nasze Centrum Wielojęzyczności. Dzięki.

Motywację wewnętrzną stosujemy do zachęcenia dziecka a wewnętrzną do zniechęcenia. U rodziców też to działa :-) Uświadomienie sobie potęgi mechanizmów leżących u podstaw dobrej motywacji jest kluczowe w nauce języków obcych naszych dzieci. Wszystko pokażemy na konkretnych przykładach znanych nam z życia codziennego.

 

 

Dzieci/uczniowie/studenci, na różnym poziomie. (cz.2)

Zadania domowe w grupie zróżnicowanej  to świetna okazja do tego, aby każdy mógł rozwinąć się na tyle, na ile potrafi.

Zadanie składa się z prostego ćwiczenia, które zrobić można w 5 minut, trudniejszego, jeszcze trudniejszego itd. Każdy ma wybór jakie robi. Ocena? A po co? Po co wszystko oceniać? Nie zrobią jak nie będzie na ocenę? To nasza porażka. Prowadźmy grupę tak, aby przedmiot był zwyczajnie przyjemnym a oceny nie stanowiły ważnego elementu.

Jeden z kolegów-nauczycieli wystawia oceny na semestr gdy klasa gra w piłkę na boisku (lub maluje, rysuje, wycina etc.). Woła uczniów kolejno i mówi na ucho jaką ocenę wystawił. Uczniowie zajęci zabawą, przyzwyczajeni, że oceny są dodatkiem do fajnych lekcji, nawet nie zadają sobie nawzajem słynnego „co masz? co masz?”.

Gdy przestaniemy zwracać uwagę na oceny, nasi uczniowie też potraktują je jako zło konieczne i skupią się na sympatycznych tematach i zajęciach. Odpadnie wielki problem jakim jest sprawiedliwe ocenianie, znam niewielu, którzy to potrafią.

Na lekcji języka obcego, z czytanym lub słuchanym tekstem również nie wszyscy muszą robić to samo. Polecenia są róże: wysłuchaj jak nazywają się rozmówcy, gdzie się znajdują, o czym rozmawiają i co wydarzy się następnego dnia. Zadaniem nauczyciela jest pokierować lekcją tak, aby każdy mógł czymś zabłysnąć. No i co, że się pochwali ucznia trochę na wyrost? Wypłata od tego nie będzie mniejsza prawda? No i co, że ktoś dostanie piątkę? Nie o oceny tu chodzi a o radość. Radosne neurony w mózgu pracują o wiele lepiej, przecież o to nam chodzi, czyż nie?

 

 

 

Gdy łobuzują. Sposób nr 1 (aby byli nasi).

Mój przykład z lekcji francuskiego. Miałam dwóch słodkich łobuziaków, którzy zawsze zajmowali się wszystkim tylko nie lekcją, przeszkadzali. Po lekcji zapytałam, czy jako „zdolniachy” nie chcieliby napisać wypracowania z francuskiego. Wiem, ze to nie jest proste ale kto jak nie oni. Mogą kogoś poprosić o pomoc.

Zgodzili się. Na następną lekcję przynieśli dwie rewelacyjne rozprawki utrzymując , że napisali jej sami. „Ale Panowie, przecież nie ma nic złego w tym, że ktoś Wam pomógł, to musiał być ktoś bardzo dobry bo napisane są świetnie.” W końcu przyznali, że trochę a w sumie to nawet bardzo :-) pomógł im kolega z liceum dwujęzycznego. Pogratulowałam znajomości z takim zdolnym kolegą i dałam piątki jak malowane. Wszystko działo się na przerwie. Na lekcji siedzieli dumni i bladzi. Zapytałam więc, czy może nie zechcieliby przygotować prezentacji z okresów warunkowych, może ktoś im pomóc. Zgodzili się już chętniej i szybciej niż ostatnim razem.

Na kolejnej lekcji, moje dwa największe  łobuzy stały przy tablicy i tłumaczyły okresy warunkowe we francuskim. Ja siedziałam z tyłu (na ich miejscach), pokazywałam tylko jak bardzo mi się podoba. Klasa zadawała im pytania, nie zawsze odpowiadali poprawnie. Ja się nie odzywałam, to była ich lekcja.

Na kolejnej lekcji byli już moi. Nie przeszkadzali aż tak bardzo, swoje miejsce  w stadzie znaleźli, zostali docenieni, pokazali, ze umieją, że ich stać nawet na poprowadzenie lekcji. A pozostali w domu zgłębili albo i nie temat okresów warunkowych. Nie wnikałam. Na koniec roku zamiast 2 osób, połowa klasy zadeklarowała chęć zdawania matury z francuskiego (licea wtedy były czteroletnie).