Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

CO ZROBIĆ BY DZIECKO MÓWIŁO W JĘZYKU OBCYM?

Nam rodzicom właśnie o to chodzi: chcemy, aby nasze dziecko mówiło w języku obcym. Nie zależy nam na recytowaniu regułek gramatycznych, zasadach stosowania rodzajników, pisowni całej tablicy czasowników nieregularnych, listy słówek etc.

Dzieci latami chodzą na kursy, lekcje, zajęcia i wciąż nie mówią. Nie mówią tak, jak byśmy tego chcieli. Dlaczego?

Dlaczego można uczyć się latami i nie nauczyć się mówić w języku obcym? Czym nieświadomie zniechęcamy dziecko do nauki języka? Jakie są złe nawyki i jak je zmienić? Jak dobrze i skutecznie motywować siebie i dziecko? Czym nie należy się w ogóle martwić? Na co należy uważać? Kiedy i jak zacząć wprowadzać języki obce? Ile języków można wprowadzić dziecku? Co zrobić by dziecko samo chciało się uczyć? Co robić by dziecko MÓWIŁO w języku obcym? Dlaczego rodzice są najlepszymi nauczycielami dla swoich dzieci? Jak rodzic może nauczyć swoje dziecko języka, którego sam nie zna?

Na te pytania poznacie odpowiedź podczas warsztatów organizowanych 8 września 2014 (więcej informacji w zakładce OFERTA).

A jak zepsuć dobrą motywację i zamienić ją w złą?

 

Wystarczy zorganizować konkurs. Opisany w poście Czym jest dobra motywacja? zadowolony malec nagle dowiedział się, że nie pójdzie do domu bo trzeba czekać na wyniki konkursu. Choć miał wtedy pięć i pół roku dostrzegł, że nagradzane dzieci wychodzą i coś dostają. Zapytał : „a kiedy ja też pójdę po nagrodę?”. Zamarłam, bo przecież … przecież nie wszyscy dostaną… i ktoś wróci smutny… Uffff, zajął drugie miejsce, wrócił do domu zadowolony. Co by było gdyby nic nie zajął? Widziałam na twarzach niektórych dzieci smutek choć wszyscy pocieszali je jak mogli. A przecież uczenie powinno być przyjemnością. Tak, Maria Montessori i jej książka „Domy dziecięce” otwiera oczy na radość uczenia się, którą dzieci mają w sobie. A potem my zabijamy w nich ten zapał i frajdę z pokonywania samego siebie.

Zła motywacja to czytanie książki nie dlatego, że jest ciekawa ale dlatego, że jest lekturą i aby dostać nagrodę (dobrą ocenę) albo uniknąć kary (złej oceny) należy lekturę przeczytać. Tak motywowane czytanie książek ustanie wraz ze sprawdzianami z lektur. Przymus to jest właśnie zła motywacja.

Czym jest dobra motywacja?

O dobrej motywacji mówimy wtedy, gdy nikt nam nie każe czegoś robić a my i tak to robimy bo zzwyczajnie mamy na to ochotę.

A oto przykład dobrej motywacji u dziecka:

W minionym roku szkolnym, przygotowywałam córkę na konkurs recytatorski. Stała w kuchni, recytowała wesoły wiersz. Było przyjemnie. Nagle mój synek powiedział, że on też chce tak się przyjemnie czegoś na pamięć nauczyć.

Dzieci, jak chyba każdy z nas, lubią się dobrze bawić. Chwyciłam za Pana Hilarego i po chwili, synek dumnie uczył się wiersza na pamięć, powtarzając za mną wesoło „Biega krzyczy Pan Hilary”.

Tak się złożyło, że dzień konkursu zbiegł się z wyjazdem córki na wycieczkę więc w zastępstwie i dla zabawy, pojechał jej brat przedszkolak.

Synek wszedł do sali kinowej, wyszedł sobie na scenę i powiedział wierszyk do gromadzącej się publiczności. Dumnie ukłonił się i zadowolony wrócił na miejsce kontynuując zabawę „kinowymi” fotelami, no tak, w domu takich fajnych składanych nie mamy.

Po chwili konkurs się rozpoczął.

Dzieci kolejno wychodzą na scenę. Synek słucha ciekawych występów. W pewnym momencie mi mówi, że też chce jeszcze raz powiedzieć na scenie swój wierszyk.

- Synku, ale tamto to była próba, za chwilę będziesz mówił raz jeszcze.

Buzia malca się rozpromieniła.

Synka zapowiedziano, poszedł, powiedział zadowolony, bo to fajnie jest tak wesoło recytować. Ukłonił się, publiczność biła brawo.

Wrócił na miejsce bardzo, bardzo zadowolony.

- Mamusiu, chodźmy do domu!

:-)

Była dobra zabawa? Była. To co jeszcze być może lepszego? Jakie jury? Jakie nagrody?

To jest właśnie dobra motywacja, nie dla nagród i dla porównania się z innymi ale dla własnej przyjemności, dla zmierzenia się z sobą samym.

Ile znasz języków?

Kiedyś na pytanie „ile znasz języków” odpowiadałam długą tyradą wgłębiając się w „co to znaczy znać język”, że polskiego też ciągle się uczę, choć jest moim językiem ojczystym, że to zależy o jakim poziomie znajomości języków obcych mówimy, bla bla bla…

Oczy zadającego pytanie robiły się okrągłe ze zdziwienia. Przecież chciał usłyszeć konkretną liczbę, a nie wykład na temat znajomości języków.

Teraz wiem, że zadający pytanie: „ile znasz języków obcych” ma zazwyczaj na myśli w „ilu językach możesz sobie swobodnie porozmawiać na codzienne tematy”.

Tak właśnie rozumiem dziś wielojęzyczność: swobodne używanie w życiu codziennym więcej niż jednego języka.