Archiwa kategorii: Szkoła nasza polska

Zeszyt Uwag dla Nauczycieli.

Postanowiłam, bo już nie wiem jak inaczej pomóc nauczycielom zrozumieć  bezsensowność i szkodliwość warunkowego oceniania, założyć zeszyt uwag dla nauczycieli. Zeszyt funkcjonuje na zasadach zeszytu uwag zakładanego każdej klasie, czyli: imię i nazwisko (zamiast ucznia, będzie nauczyciela) oraz tabela na punkty dodatnie i ujemne.

Tyle się o tym mówi i pisze: na naszych warsztatach było już sporo o motywacji, w książkach i badaniach udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że nagradzanie warunkowe powoduje utratę chęci do działania, są kraje, których cały system kształcenia oparty jest na dobrym motywowaniu (np. Finlandia), tekst na blogu edukowisko.pl o tym jak motywować dzieci jest jednym z lepszych jakie ostatnio czytałam. Co jeszcze? Skąd ten opór? Może należy poczuć jak to jest być warunkowo ocenianym, żeby to zrozumieć? Może to tego elementu brakuje? Ministerstwo wprowadza dobrą motywację do szkół, ale jakoś bez przekonania. A nam, rodzicom i nauczycielom, potrzebna jest wiedza na ten temat. Żeby ktoś poczuł potrzebę uczenia się, musi mieć motywację, musi poczuć sens zdobycia tej wiedzy, która ułatwi mu wiele spraw (w tym wypadku poprawi zachowanie uczniów w klasie). Ta wiedza ma mieć sens. Sensem takiego ‚eksperymentu’ jest pokazanie nauczycielom jak destrukcynie działa mechanizm oceniania warunkowego.

W zeszycie uwag dla nauczycieli będą umieszczane punkty z opisem za co i komu zostały przyznane. Tu, na blogu będę umieszczać tworzoną, na podstawie nowych wpisów, listę punktów i kryteriów oceny zachowania. Drodzy nauczyciele,  proszę Was, załóżcie i prowadźcie „pamiętnik”. Piszcie proszę jak poczuliście się gdy Wam o tym pomyśle powiedziano, gdy przeczytaliście ten tekst, jakie pytania rodzą się w Waszej głowie, czego się obawiacie a z czym wiążecie nadzieje. Piszcie jak zmienia się Wasze podejście do motywowania wraz z kolejnymi wpisami na blogu. Jak mawiał Korczak, dzieci nie są od nas głupsze, mają tylko mniej doświadczenia. To jedyna różnica między nami, różnica przeżytych lat.

W minionym roku akademickim prowadziłam seminarium w oparciu o motywację wewnętrzną, o dobrą motywację. Efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. To działa nie tylko na małe dzieci, na studentów też (choć na początku długo trzeba tłumaczyć na czym to wszystko polega)  :-). Dobra motywacja działa również na nas samych. :-) Polecam.

Wakacje: nauczmy dzieci korzystać z telefonów zamiast im je zabierać.

Moje starsze dziecko jest na obozie. Nikt nie zabierał tam dzieciom komórek. Dzieci są normalne, rozumieją gdy się do nich normalnie mówi. Komórki na obozie są odbierane tym, którzy nie potrafią się nimi należycie posługiwać. Trzeba nauczyć dzieci korzystania z telefonów zamiast zabierać je i wydawać na pół godziny wieczorem, żeby mogły zadzwonić do rodziców (tak praktykuje się często na wyjazdach szkolnych, wycieczkach itp.).

Rodzice, którzy zadowoleni są z odbierania dzieciom komórek, pokazują, że nie radzą sobie wychowawczo. Skoro nie potrafisz nauczyć własnego dziecka korzystania z telefonu i wyegzekwować, by nie grało na nim przy obiedzie, to co potrafisz jako rodzic? Tak jak dziecko wie, że nóżki nie służą do kopania innych a rączki do sypania pisakiem w oczy, tak ma wiedzieć do czego służą telefony komórkowe.

Jeżeli kupujesz dziecku telefon, to naucz go do czego służy. Tak jak nauczyłeś dziecko zachowania się przy stole, sprzątania zabawek i miliona innych rzeczy. Wychowawcy na koloniach i obozach z pewnością tak jak Ty uważają, że telefon nie służy do robienia głupkowatych zdjęć innym i umieszczania ich w sieci. Dlatego uczestnikom wypoczynku, którzy nie wiedzą jak się korzysta z telefonu zabiorą go, żeby rodzice mogli w domu sami uzupełnić braki wychowawcze w temacie „czym jest i do czego służy telefon komórkowy”.

 

 

Ważna kolejność w nauce języka obcego.

Mam na myśli kolejność poznawania czterech podstawowych sprawności w nauce języka obcego: rozumienia, mówienia, czytania i pisania. I to jest właśnie poprawna kolejność, w której powinniśmy nabywać poszczególne umiejętności językowe.

Słuchamy języka, który chcemy opanować, poznajemy jego melodię, brzmienie. To nic, że niewiele rozumiemy, słuchamy jak dziecko, tak jak robiliśmy to ucząc się naszego języka ojczystego. Oglądamy filmy, bajki, słuchamy piosenek, wywiadów. Uczymy się najpierw ROZUMIENIA.

Kiedy się już osłuchamy (tydzień, dwa, miesiąc) powolutku zaczynamy mówić. Proste zdania, proste konstrukcje. I dalej słuchamy, rozumiemy dużo, niewiele potrafimy powiedzieć, to dobrze, to znaczy, że uczymy się języka w dobrej, bo naturalnej kolejności. Słuchajmy i jeszcze raz słuchajmy.

Osłuchani i mówiący już troszczkę, wprowadzamy czytanie. Czytanie dla przyjemności, kto co i jak lubi. Można wziąć książkę i czytać sobie, tak sobie czytać zwyczajnie jakbyśmy robili to w naszym ojczystym języku. Nie musimy sprawdzać w słowniku, jeśli nie znamy zbyt wielu słów możemy sobie wyobrażać o czym jest dana książka. U początkujących te pojedyncze, odnalezione w gąszczu liter słowa sprawiają radość niezbędną do nauki. Możemy też czytać naszą ulubioną pozycję książkową w języku, którego się uczymy.

Na samym końcu uczymy się pisania w języku obcym. U jednych ta potrzeba pojawia się wcześniej u innych później, nie należy się zmuszać, warto poczekać na właściwy moment, okazję, potrzebę. Zbyt wczesny kontakt z językiem pisanym, lub poznawanie najpierw wersji pisanej słowa przed poznaniem jego brzmienia często zakłóca wymowę, zniekształca ją. Każdy kto uczył się słówek do sprawdzianu pisemnego wie o czym mówię.

Starajmy się zachować właściwą kolejność nauki sprawności językowych czyli słuchamy, słuchamy, słuchamy, potem trochę i powolutku mówimy. Następnie czytamy dla przyjemności bez katowania się sprawdzaniem w słowniku każdego słowa jeśli nie lubimy tego robić. Gdy język przestaje być „obcy”, zaczynamy w nim pisać.

SŁUCHANIE jest niedoceniane przez co jest zaniedbywane, pomijane. Tymczasem jest to fundament, bez którego nasza nauka języka obcego nie będzie wzrastać tak, jakbyśmy tego chcieli.

 

 

 

 

Fiński fenomen.

Po wpisaniu w you tube po angielsku „education in Finland” lub francusku „éducation en Finlande”, otrzymujemy obraz fińskiego systemu edukacji. Świat zjeżdża do Finlandii podpatrując jak uczyć, jak podchodzić do nauki, jak motywować uczniów. Widzimy wycieczki nauczycieli ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Niemiec, Francji… fińscy uczniowie nie tylko osiągają bardzo wysokie wyniki w ogólnoświatowych testach wiedzy i kompetencji (PISA), ale przede wszystkim są zadowoleni z przebiegu edukacji. Fiński fenomen jest wciąż zbyt mało znany w Polsce, widać to nawet po dostępności materiałów o fińskim systemie udukacji – wyników jest stosunkowow niewiele.

Dla mnie najważniejszy element do zastosowania od zaraz w klasach młodszych to odejście od motywowania zewnętrznego (ocenianie, kary, nagrody, strach, porównywanie do innych) i przejście do motywowania opartego na motywacji wewnętrznej, nazywanej w naszym Centrum dobrą motywacją czyli opartą na zainteresowaniu, zaciekawieniu, pozytywnych informacjach zwrotnych, współpracy etc. Jest to zresztą zgodne z zaleceniami ministerialnymi.

Uczyć bez ocen, kar i nagród jest niezwykle trudno, w dodatku im starszy uczeń tym trudniej z nim pracować w oparciu o jego motywację wewnętrzną, która skutecznie została przytłumiona wcześniejszym uczeniem się „do egzaminu”. Te egzaminy to, paradoksalnie,  też wymogi ministerialne. Wciąż niebezpiecznie rośnie odsetek uczniów/studentów nastawionych na ocenę, kserówkę i sprawdzian/kolokwium.

Sposób na hejterów.

Hejter, jak podaje słownik slangu i mowy potocznej http://www.miejski.pl/slowo-Hejter, to zazdrosny koleś, który nie potrafi cieszyć sie sukcesem kogoś innego, dlatego próbuje wytknąć w nim wszystkie możliwe wady.

Im większy odnosisz sukces, tym więcej masz hejterów. Zgodnie z francuskim powiedzeniem: „pour vivre heureux vivons caché” czyli, „aby żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu”, wyjście z przysłowiowego cienia to jak wystawienie się na strzały, na strzały hejterów.

Hejterom, możecie spokojnie polecić proste ćwiczenie: spisz wszystko to, co najbardziej lubisz w sobie, wokół Ciebie, co Ci się udało, z czego lub kogo jesteś dumny a następnie włóż pod poduszkę.  Codziennie po przebudzeniu odczytuj tę listę, uzupełniaj o cudowne aspekty Twojego życia, o których zapomniałeś przy spisywaniu swoich sukcesów. Odczytuj listę zanim wstaniesz z łóżka i zaczniesz anonimowo hejtować w internecie.

Jak ten sposób zastosować w klasie? Pokażemy na warsztatach. Bardzo jestem ciekawa Waszych reakcji i uwag. Warsztaty dla nauczycieli i rodziców, przejętych edukacją swoich dzieci już w najbliższy wtorek o 18:30. Zajrzyjcie proszę do zakładki  OFERTA: WARSZTATY.

„Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami”

Pani Profesor Hanna Komorowska wyraźnie pisze w swej książce poświęconej testowaniu i ocenianiu: „Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami”. (2007:155, Sprawdzanie umiejętności w nauce języka obcego,  Kontrola – Ocena- Testowanie).

Młodsze dzieci upominają się o oceny, o nagrody, bo tego je nauczyliśmy (trzylatek tego nie robi), bo te oceny zazwyczaj są bardzo dobre i miło je dostawać. Im starsze klasy tym mniej proszenia o ocenianie, ale uczniowie są do niego przyzwyczajeni, w sumie „zawsze tak było” więc jakoś to znoszą. Bardzo trudno przebić się z alternatywnym podejściem zarówno do nauki jak i do testowania czy oceniania.

Jedna z Pań nauczycielek podzieliła sie na warsztatach swoją metodą na testy i oceny. Otóż, nagradza ona uczniów dodatkowymi punktami za znalezienie jej błędów bądź w poleceniu bądź w poprawie. Staje się to rodzajem zabawy, wszyscy bardzo skupiają się gdy dostaną poprawiony test. Nie stosowałam tej metody, spróbuję, opiszę. Z metodami jest jak z butami, nie każdemu podobają się te same, nie każdy lubi to samo. Jedno jest pewne, ocenianie jest bardzo nieprzyjemnym elementem zarówno dla ucznia jak i dla nauczyciela, jego marginalizacja poprawia podejście do nauki i uczenia się w ogóle. W Polsce bardzo trudne do przeprowadzenia. Ale czy niemożliwe? Nie ma rzeczy niemożliwych.

Uczeń ma prawo do kopii (ksera, skanu, zdjęcia) ocenionej pracy pisemnej.

[Dla niewtajemniczonych: rodzice dostają oceny do podpisu, testy mogą pooglądać w czasie konsultacji, wydawania kopii testów się nie praktykuje, co gorsza, odmawia  się rodzicowi zrobienia testom zdjęcia.]

Rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko i dlatego ma prawo do kopii (papierowej lub elektronicznej) każdej pracy pisemnej napisanej przez jego własne dziecko (lub dziecko, którego jest opiekunem prawnym). Już nie wiem jak mam bardziej podkreślić fakt, że dziecko jest dzieckiem rodzica, nie Pani, która przeprowadziła lub sprawdziła sprawdzian (za wyjątkiem sytuacji, gdy ta Pani jest akurat mamą ucznia).

Prawo nakazuje przechowywanie pracy pisemnej w szkole. Rodzic ma prawo do otrzymania lub sporządzenia kopii testu napisanego przez jego własne dziecko. Uczeń tym bardziej, przecież to jego test!  Kwestię praw autorskim omówimy w najbliższym czasie. Kopia może być kserem, skanem, zdjęciem,  lub czymkolwiek innym, mini dromem, kikifiki, nie wiem, technologia postępuje w zawrotnym tempie. Kopia jest kopią.

Sytuacja, w której rodzic, udostępnianym mu do wglądu testom nie może zrobić nawet zdjęcia jest niedopuszczalna. Oto argumenty za udostępnianiem kopii testów.

1. Uczeń powinien móc spokojnie przeanalizować swój test (jego kopię) w domu.  Test nie jest po to, aby pokazać uczniowi jaki jest głupi, tylko po to, aby ten uczeń mógł się douczyć i ewentualnie poprawić. Argument, że poprawa jest robiona na lekcji po oddaniu testu pokazuje brak empatii wygłaszającego go nauczyciela. Przecież gdy dostajemy złą ocenę, emocje nie pozwalają nam w pełni skorzystać z wyjaśnień Pani, nawet jeśli ta na prawdę się stara. Test spokojnie trzeba przeanalizować w domu. Skoro dostało się ocenę niedostateczną, zazwyczaj oznacza to duże braki w wiedzy. Na poprawie testu, przy całej klasie, nie można się skupić, ani niczego dokładnie zrozumieć czy zapamiętać. Odmawianie tego prawa niepotrzebnie zaognia kontakty rodzic-nauczyciel.

2. Nauczyciel może czegoś nie wiedzieć i na przykład odjąć punkty za zadanie, które jest dobrze zrobione. Może się zdarzyć, że nauczyciel akurat nie zna poprawnej odpowiedzi (posiadam dowody na takie testy, nie oburzajcie się drodzy nauczyciele, to się zdarza, nikt nie wie wszystkiego). Rodzic widząc odjęte za dobrze zrobione zadanie punkty pyta dlaczego. Nauczyciel tłumaczy swoją wersję, zdaniem rodzica dziecko wykonało zadanie poprawnie i niesłusznie odjęto mu punkty, rodzic tłumaczy zasadę, która usprawiedliwia zastosowane przez dziecko rozwiązanie, nauczyciel twierdzi, że on takiej zasady nie zna i już. W tej sytuacji, punkt pierwszy jest jeszcze bardziej zasadny, nauczyciel zrobił poprawę testu na lekcji i nadal uczy danego rozwiązania źle.

3. Rodzic na konsultacjach może zwyczajnie na danym przedmiocie się nie znać. Pani z historii uczy historii bo raczej fizyka i matematyka nie były jej ulubionymi przedmiotami. A ja, gdyby mi przyszło konsultować testy mojego dziecka z języka niemieckiego? Nie znam niemieckiego. Co mi da taka konsultacja oprócz wysłuchania Pani z języka niemieckiego, która z pewnością ma rację tylko co to zmieni? Widziałam rodzica, który na konsultacjach patrzył na testy swojej 10 letniej córki jak sroka w kość. Co ma począć taki rodzic? Nawet jeśli szkoła i wszyscy nauczyciele pójdą mu na rękę i udostępnią do wglądu każdy test zaraz po jego ocenieniu to będzie dla rodzica oznaczało wizytę w szkole prawie codziennie i sporządzanie notatek z udostępnianych testów ponieważ i tak potrzebna mu osoba trzecia do pomocy dziecku w nauce. Współpracujmy z rodzicami, mądrze.

4.  W testach nie chodzi o oceny tylko o wiedzę. Skupianie się na ocenie, którą uczeń ma przedstawić rodzicowi do podpisu,  to pokazywanie, że ocena jest ważna. Tymczasem, chcąc dobrze uczyć dziecko, chcąc zachować jego entuzjazm do nauki od przedszkola po maturę, rodzic śledząc postępy dziecka skupia się na wiedzy, chwali za dobrze wykonane ćwiczenia, pokazuje co dobrze jest poprawić. Pani Profesor Hanna Komorowska wyraźnie pisze w swej książce poświęconej testowaniu i ocenianiu: „Tradycyjne oceny budzą lęk, zabijają motywację i wzmagają wychowawczo niepożądaną rywalizację między uczniami”. (2007:155, „Sprawdzanie umiejętności w nauce języka obcego,  Kontrola – Ocena- Testowanie”).

5. Nauczyciel jest funkcjonariuszem państwowym. Oznacza to, że jego praca podlega ocenie i kontroli podatników. Tego punktu nie będę rozwijać, omawiamy go na szkoleniach dla nauczycieli, pokazujemy jak postępować, by testy i oceny nie były powodem nieporozumień i i konfliktów.

6. Jak długo testy przechowywane są w szkole i co się później z nimi dzieje?  Nie słyszałam, aby uczeń otrzymywał je wraz ze świadectwem ukończenia szkoły.

Polecamy stosowanie, zalecanego przez Radę Europy, tak zwanego oceniania alternatywnego.  Dopóki nie pozbędziemy się oceniania opartego na rywalizacji między uczniami i porównywania ich ze sobą, dopóty szeroko rozumiane problemy z testami w szkole będą wciąż narastać.

Chcę zobaczyć sprawdzian mojego dziecka.

Nauczyciel przynosi do klasy poprawione sprawdziany, spisuje oceny, omawia i nie daje ich uczniom do domu. Dlaczego? Bo prace są udostępniane do wglądu. I tu zaczynają się schody. Dzwoni lub przychodzi rodzic do szkoły i mówi: „Chcę zobaczyć sprawdzian mojego dziecka”.

Do kogo należy napisany przez moje dziecko sprawdzian? Kto ma do niego prawa? W szkole ma być oryginał a na wniosek ucznia lub rodziców sporządza się kopię ksero lub skan (można zrobić zdjęcie). Nie? W statucie szkoły wpisano inaczej? WSO zabrania? Prześlijcie mi ten statut i WSO. Jeśli problem istnieje to należy go rozwiązać.

Trzeba postarać się, aby złe wzorce bezprawnego zabraniania wykonania kopii rozwiązanych testów nie zagościły na dobre w krajobrazie edukacji w  Polsce. Z niepokojem obserwuję takie zachowania u młodszych kolegów, którzy wynieśli je ze szkoły i teraz, kiedy już stoją po drugiej stronie barykady, urządzają testowy-cyrk, którego sami tak bardzo nie lubili będąc uczniami.

Znęca się nad dziećmi, bo inaczej nie potrafi.

Kolejny raz informują nas o znęcającej się nad dziećmi wychowawczyni. Są zdjęcia, zeznania dzieci, pracowników, rodziców. Na co czekamy? Jakich jeszcze dowodów potrzeba? Pani Dyrektor powinna ponieść karę. Jest na przymusowym urlopie (za pieniądze podatników, a jakże). Z pracy zwalaniani są natomiast pracownicy ośrodka, którzy współpracują z policją, którzy postanowili położyć kres cierpieniu dzieci. Żródło: http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/ponizanie-dzieci-w-domu-dziecka,151356.html

Ale za co ma ponieść karę Pani Dyrektor? Za to, że ktoś dopuścił ją do zawodu, którego nie powinna była wykonywać? Za to, że ktoś źle przeprowadził kontrolę? Przecież skoro nadużycia były a wcześniejsza kontrola ich nie wykazała to znaczy, że kontrolę przeprowadzono źle. Dlaczego w świecie edukacji nie obowiązują normalne, zdroworozsądkowe zasady?

” – Ja jestem tylko człowiekiem. Ode mnie się tylko wymaga, a nikt mi nie dał dobrych rozwiązań co robić w różnych sytuacjach. To jest naprawdę bardzo trudna praca. Jednak nie uważam, że powinnam zrezygnować z tej pracy, bo dowodem, że idzie mi dobrze jest to, że te dzieci codziennie do mnie przychodzą. Jestem przez te dzieci lubiana, akceptowana. Pomagam im jak tylko mogę – tłumaczy się Małgorzata Kosobucka, dyrektorka Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Lidzbarku Welskim.”

I niestety w części, bardzo niewielkiej, malutkiej części, ale jednak, Pani Dyrektor ma rację, malutką minirację trzeba jej przyznać (z bólem to robię, „nie chcę ale muszę” ). Nic nie usprawiedliwia jej karygodnych zachowań, to prawda, ale prawdą jest też, że nauczycielom nie zawsze pokazuje się dobre i skuteczne rozwiązania trudnych sytuacji. Nauczyciel wie jak napisać konspekt, rozpisać cele, zadania, zaplanować czas na poszczególne treści materiału, wytłumaczyć zagadnienia, różnicować ćwiczenia, wypełnić stertę papierów i papierzysk itd. Nie zawsze jednak wie, jak radzić sobie z agresją uczniów, wychowanków, co robić gdy Ci „rozwalają” zajęcia, krzywdzą innych, nie słuchają poleceń. Zapanować nad uczniami – to współczesne wyzwanie dla nauczyciela, wychowawcy. Tego uczymy na naszych warsztatach.

W pracy nauczyciela potrzeba serca, dwóch ton empatii, oraz wiedzy psychologicznej i socjologicznej. Tu potrzeba „podejścia”. Rodzice często chwaląc dobrych nauczycieli mówią:  „ma podejście”. Rodzice, którzy nie kończyli studiów pedagogicznych, nie pracują w szkolnictwie, tak trafnie potrafią ocenić jednym słowem kwint esencję zawodu: PODEJŚCIE. Nie każdy będzie wirtuozem, wspaniałym nauczycielem, ale rzemiosła można się dobrze nauczyć. Pokazujemy nauczycielom co przynosi efekty a co zaognia tylko sytuację. Jedni są zadowoleni, że ktoś w końcu głośno powiedział jak trzeba robić, inni otwierają szeroko oczy ze zdziwienia, wszyscy proszą o jeszcze. Pokazujemy jak nieskuteczny jest system kar i nagród, motywowania warunkowego, oceniania. Proponujemy alternatywne, znane w świecie efektywnego zarządzania, udowodnione naukowo, sposoby  pracy z uczniami. Pokazujemy jak Ministerstwo zachęca do tych metod a jak ich stosowanie gdzieś umyka na drodze Ministerstwo-Kuratorium-Dyrekcja.

Co znaczy oceniać indywidualnie?

Ocenianie, gdy już musimy oceniać, powinno charakteryzować sie podejściem indywidualnym. To oznacza, że tylko oceniający i oceniany wiedzą o ocenie, ocena jest wynikiem postępów danej osby a nie porównywaniem jej do reszty klasy. Nie pytamy klasy, sąsiada, koleżanki czy innych osób co wystawić. Społeczne kryterium oceniania, czyli pytanie klasy lub porównywanie do klasy, jak pokazujemy na warsztatach, jest szkodliwe dla dobrej motywacji.

Najwięcej emocji budzą oczywiście oceny śródroczne i końcowe. Pytamy tę osobę, którą oceniamy, rozmawiamy z nią indywidualnie. Ocena jest prywatną sprawą każdego ucznia i nic koledze do tego co drugi kolega dostał. Jedna z mam opowiadała mi właśnie, jak Pani w szkole pyta klasę co wystawić każdemu z zachowania. Pominąwszy wszystko to, co sądzę o ocenach, jeśli już je stawiamy, bo musimy, to robimy to dyskretnie czyli oceniamy indywidualnie, wiedząc, że oceny należą do motywacji zewnętrznej, starajmy się bagatelizować ich znaczenie, nie o oceny w szkole chodzi tylko o chęć do nauki. Może dlatego warstztay „Aby uczniowie chcieli się uczyć” cieszą się tak dużym powodzeniem. Rodzicom i nauczycielom też właśnie o to chodzi, o to, by uczniowi się chciało. Uczniowie też wolą uczyć się bez przymusu i straszenia ocenami. Razem chcemy tego samego i dlatego musi nam się udać, nie ma innej możliwości. Rozpalenie wewnętrznej motywacji jest tylko kwestią dobrych technik i funkcją czasu, im mniejsze dziecko tym szybciej widać efekty.